Pobierz adobe flash player
Pobierz adobe flash player
Aktualności
2012-05-15
Atak na użytkowników Allegro — rzekome zwiększanie bezpieczeństwa
Więcej >>

2012-04-11
386 zarzutów i 150 nielegalnych programów to bilans jednego zatrzymania w Chełmży
Więcej >>

2012-03-27
Znamy laureatów Konkursu Bezpieczny eSklep 2012
Więcej >>

2012-02-22
Materiał video z webinarium Ochrona danych osobowych na YouTube
Więcej >>

2012-01-25
Webinaria - szkolenia internetowe
Więcej >>

2012-01-17
Axence nVision
Więcej >>

2012-01-02
Nowe przepisy a ochrona danych osobowych.
Więcej >>

2011-11-29
Polscy menedżerowie to nieświadomi piraci?
Więcej >>

         archiwum wiadomości

Newsletter


Aktualności

Atak na użytkowników Allegro — rzekome zwiększanie bezpieczeństwa

2012-05-15  |  Źródło: dobreprogramy.pl

 

Na użytkowników polskiego portalu aukcyjnego czyha kolejne zagrożenie — tym razem w postaci ataku typu phishing, którego celem jest przekonanie użytkownika do dobrowolnego podania swoich poufnych danych przestępcom. Zagrożenie szczegółowo opisał polski oddział Kaspersky Lab,
Trzeba przyznać, że atak został dobrze przygotowany. Wiadomość e-mail o tytule „Zwiększamy bezpieczeństwo Twojego konta Allegro”, którą otrzymują atakowani użytkownicy, niemal nie różni się od wiadomości zwykle wysyłanych do użytkowników przez automat powiadomienia@allegro.pl, choć oszuści popełnili drobny błąd — powiadomeinia@allegro.pl to adres nadawcy wiadomości.

 

 

 

Aby „zwiększyć bezpieczeństwo” konta należy przejść do strony łudząco przypominającej stronę logowania Allegro, na której ofiara ataku proszona jest o podanie danych logowania do konta Allegro oraz hasło do skrzynki pocztowej powiązanej z tym kontem. Dane podane na spreparowanej stronie trafiają do oszustów, którzy posiadając takie dane mają szerokie pole do popisu, warto, więc mieć się na baczności. Kaspersky Lab podkreśla, że wiadomość i formularz zostały przygotowane na tyle starannie, że mogą oszukać nie tylko niedoświadczonych użytkowników.

 


print

386 zarzutów i 150 nielegalnych programów to bilans jednego zatrzymania w Chełmży

2012-04-11  |  Źródło: Redakcja Sztabu Antypirackiego

 

Bydgoscy policjanci zatrzymali mieszkankę Chełmży. 36 letniej kobiecie grozi do 8 lat pozbawienia wolności.

Bydgoscy funkcjonariusze z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą już od dłuższego czasu monitorowali 36-letnią kobietę podejrzewając ją o liczne przestępstwa. Kobieta była podejrzewana o oszustwa internetowe i wyłudzenie co najmniej kilku tysięcy złotych za pośrednictwem ogłoszeń internetowych.

 

 

 

 

 

Mechanizm jej działania był następujący: w publikowanych przez nią ogłoszeniach internetowych chełmżanka informowała o możliwości bezpłatnego przekazania sprzętu komputerowego. Swój podstęp tłumaczyła zmianami sprzętu w firmie. By stać się właścicielami sprzętu, zainteresowani odbiorcy mieli jedynie przekazać podejrzanej kilkudziesięciu złotowy koszt za przesyłkę kurierską, W rzeczywistości do żadnej z ponad 200 osób nie dotarł wybrany sprzęt. Natomiast po kilku miesiącach pracy operacyjnej, pod koniec marca br. bydgoscy policjanci postanowili wkroczyć do mieszkania podejrzanej. Poza dowodami w wyżej opisanej sprawie zabezpieczono tam także nielegalne oprogramowanie. Biegli informatycy przeanalizują teraz 150 kradzionych programów i oszacują straty jakie ponieśli twórcy. Jeśli zarzuty posiadania i rozpowszechniania oprogramowania bez licencji oraz wyłudzeń potwierdzą się, kobiecie grozi do 8 lat pozbawienia wolności.

Cyberprzestępczość coraz większym problemem.

 

Zjawisko cyberprzestępczości dotyka coraz większą liczbę osób. Świadczą o tym wyniki badań:

Analiza NortonCybercrime 2011 wykazała, że w ubiegłym roku aż 431 milionów użytkowników Internetu padło ofiarą cyberprzestępstwa.
Z kolei, z badań PwC wynika, że wyłudzenia za pośrednictwem komputera stanowią już 26% wszystkich przestępstw gospodarczych. Zaraz za nią są przestępstwa przeciw własności intelektualnej, które stanowią już 23% wykroczeń przeciwko prawu gospodarczemu.

 

My wiemy jak temu zaradzić 


print

Znamy laureatów Konkursu Bezpieczny eSklep 2012

2012-03-27  |  Źródło:di.com.pl

  

12 marca na konferencji organizowanej w Ministerstwie Gospodarki, które było partnerem akcji, ogłoszono laureatów II edycji konkursu Bezpieczny eSklep. Tytułem Bezpieczny eSklep 2012 zostały wyróżnione sklepy znające i szanujące prawa konsumentów w swojej codziennej działalności

 

 



 

 

 

Celem konkursu Bezpieczny eSklep jest promowanie stosowania przez sklepy internetowe dobrych praktyk gospodarczych w handlu elektronicznym, a w szczególności wiarygodności, jakości i rzetelności świadczonych usług. W tegorocznej edycji konkursu wzięły udział 464 sklepy internetowe. Kapituła konkursu wyłoniła 5 laureatów:

 

 

  1. Asrtohobby.pl Marcin Sienko z siedzibą w Krakowie,

  2. FitnessAuthority-sklep.pl Alicja Zarębska z siedzibą w Gdańsku,

  3. Sferis.pl Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie,

  4. Sortmund.pl Joanna Pieniążek-Basta z siedzibą w Krakowie,

  5. decor8.pl Michał Kuriata, Agata Miller-Kuriata z siedzibą we Wrocławiu.

 

 





print

Materiał video z webinarium Ochrona danych osobowych na YouTube

2012-02-22  |  Źródło: X-COM

 

Jest już dostępny na kanale YouTube materiał video z Webinarium "Ochrona danych osobowych"

 

 

 Bezpłatne webinaria stanowią doskonałą formę pogłębiania wiedzy bez wychodzenia z biura. Aby wziąć w nich udział, wystarczy komputer z dostępem do sieci Internet. 
Podczas prezentacji swoją wiedzą i doświadczeniem podzielą się specjaliści i konsultanci X-COM posiadający wieloletnie doświadczenie w realizacji projektów konsultingowych i wdrożeniowych, oraz audytowych realizowanych w różnorodnych obszarach przedsiębiorstw.

 

 

 

Tematy webinarium w dniu 21-02-2012 :

 

1. Co to są dane osobowe i jakie z tego tytułu mamy obowiązki?
2. Kto za co odpowiada?
3. Co i jak zrobić by być w zgodzie z obowiązującym prawodawstwem i spać spokojnie?


 

 

 


print

Webinaria - szkolenia internetowe

Zapraszamy do udziału w szkoleniach internetowych
organizowanych przez X-COM

 

 

Webinaria (szkolenie internetowe) stanowią doskonałą formę pogłębiania wiedzy bez wychodzenia z biura. Aby wziąć w nich udział, wystarczy komputer z dostępem do sieci Internet.

Podczas prezentacji swoją wiedzą i doświadczeniem podzielą się specjaliści i konsultanci X-COM posiadający wieloletnie doświadczenie w realizacji projektów konsultingowych i wdrożeniowych realizowanych w różnorodnych obszarach  przedsiębiorstw.

 

  • "Ochrona Danych Osobowych" - bezpłatne szkolenie internetowe wiecej>>  
  • "WF-MAG może więcej" - bezpłatne szkolenie internetowe wiecej>>  
  • "Oprogramowanie WAPRO" - szkolenia z produktów Asseco Wapro  więcej>>
  • "Oprogramowanie w chmurze" - bezpłatne szkolenie internetowe wiecej>>  
  • "Bezpieczeństwo i legalność" - bezpłatne szkolenie internetowe  więcej>>  

print

Axence nVision

 

Axence nVision jest skutecznym narzędziem wspomagającym zarządzanie infrastrukturą IT. Aplikacja składa się z 5 modułów, które zapewniają: proaktywne monitorowanie i wizualizację sieci, inwentaryzację sprzętu i oprogramowania, monitorowanie użytkowników, zdalną pomoc techniczną oraz ochronę danych przed wyciekiem

 

 

 

  Więcej informacji dostepnych jest u dystrybutora oprogramowania firmy X-COM



Nowe przepisy a ochrona danych osobowych.

 

 

 

Od 1 stycznia 2012 r. zaczęły obowiązywać nowe przepisy prawa mające istotny wpływ na ochronę danych osobowych.

Z dniem 31 grudnia 2011 r. stracił moc obowiązującą art. 7a ust. 2 ustawy z dnia 19 listopada 1999 r. Prawo działalności gospodarczej, który stanowił, że „Ewidencja działalności gospodarczej jest jawna i dane osobowe w niej zawarte nie podlegają przepisom ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych”.

Oznacza to, że od 1 stycznia 2012 r. przepisy ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych będą dotyczyły informacji identyfikujących przedsiębiorców w obrocie gospodarczym, o ile – dla konkretnego stanu faktycznego – będą stanowiły dane osobowe w rozumieniu art. 6 ustawy o ochronie danych osobowych. Tym samym administratorzy danych osobowych dotyczących przedsiębiorców będą musieli wypełnić wszelkie obowiązki wynikające z ustawy o ochronie danych osobowych, w tym te dotyczące rejestracji zbiorów danych osobowych. 

Nie wiesz jak dopełnić obowiązków wynikających z nowelizacji ustawy i zabezpieczyć się przed skutkami potencjalnej kontroli – zapoznaj się z naszą ofertą.  

Więcej>>

 


print

Polscy menedżerowie to nieświadomi piraci?

2011-11-29  |  Źródło:di.com.pl

 

 

Ponad dwie trzecie osób (69%), które decydują w polskich firmach o zakupach oprogramowania, uważa, że kupowanie software'u na aukcjach internetowych jest legalne - tak wynika z badania przeprowadzonego przez Ipsos Public Affairs (BSA Global Survey of PC User Attitudes). Około 39% tzw. business decision makers w Polsce nie widzi nic zdrożnego w pobieraniu programów przez sieci typu P2P, które służą do wymiany plików w internecie.


Więcej >>


 
Z badania wynika też, że jeden na trzech badanych (35%) uznaje za legalne instalowanie programu z licencją na jeden komputer na innych urządzeniach w biurze. Co piąty ankietowany (19%) uznał przy tym, że nie widzi problemu w kupowaniu aplikacji na ulicznych straganach. Z danych Ipsos wynika, że niemal identycznie myślą tzw. IT decisions makers, a więc specjaliści ds. informatyki w polskich przedsiębiorstwach.
 
Według przedstawicieli stowarzyszenia Business Software Alliance, Microsoftu i LOG Systems korzystanie ze wspomnianych kanałów dystrybucji software'u jest nie tylko nielegalne, ale także potencjalnie niebezpieczne dla użytkowników.- Przedsiębiorcy mogą spodziewać się zainfekowania swoich komputerów przez niepożądane, złośliwe kody. Oprogramowanie takie jest często obciążone groźnymi dodatkami, jak trojany i inne niebezpieczne aplikacje, które służą do pozyskiwania danych osobowych, tajemnic firmowych, wykradania numerów kont bankowych i in. W ten sposób przestępcy dodatkowo zarabiają na swoim procederze - mówiKrzysztof Janiszewski, specjalista firmy Microsoft do spraw ochrony własności intelektualnej.
 
Najnowsze dane LOG Systems mają potwierdzać, że polskie firmy w znaczącym stopniu naruszają prawo. Z dotychczas przeprowadzonych audytów wynika, że niemal co dziesiąty program zainstalowany w polskich przedsiębiorstwach w ogóle nie ma wymaganej licencji (dane mają pochodzić z firm, które same zdecydowały się na audyt oprogramowania, dlatego część ekspertów szacuje skalę piractwa w polskich firmach nawet na około 40%). Niewykorzystane, między innymi niezaktualizowane licencje stanowią średnio aż 58% wszystkich posiadanych dokumentów tego typu.- W większych przedsiębiorstwach znajduje się średnio około 3 tysiące licencji, z czego aż 1,7 tysiąca ma nieuregulowany status prawny. Ponadto w przeciętnej firmie na komputerach znajduje się średnio 16 tysięcy plików audio oraz 2,8 tysięcy plików wideo. Wiele z nich to utwory prywatne, które nie mają nic wspólnego ze służbowymi obowiązkami. Taka sytuacja oznacza dla firm groźbę kar i utratę reputacji w przypadku kontroli antypirackiej. Odpowiednie oprogramowanie audytorskie może pomóc w zapanowaniu nad problemem licencji – zapewnia Grzegorz Filarowski, Prezes Zarządu LOG Systems.Jednym z popularnych kanałów dystrybucji nielegalnego oprogramowania są polskie aukcje internetowe. O dużej skali tego zjawiska świadczą dane Microsoftu, którego programy - zwłaszcza system operacyjny oraz pakiet biurowy - są profesjonalnie podrabiane, a następnie oferowane jako rzekomo legalne wersje pudełkowe. Kosztują zwykle od 20 do 70% ceny rynkowej, co miałoby tłumaczyć ich popularność. W okresie od połowy sierpnia do połowy października br. producent doprowadził do usunięcia z portali aukcyjnych około 1300 nielegalnych kopii systemu Windows 7 o wartości rynkowej 1,5 mln zł, około 6400 kopii systemu Windows XP (3,2 mln zł), jak również prawie 1500 kopii pakietu Office (2 mln zł).Ponad 90% sprzedawców tego typu podróbek pochodzi z Polski, a pozostali z takich krajów, jak Szwecja, Anglia i Stany Zjednoczone
print

Hakerzy stają po stronie dobra

2011-10-27  |  Źródło:wp.pl

 

 

Hakerzy z grupy Anonymous, poprzez ataki na serwery w sieci Tor, wyłączyli 40 stron internetowych z pornografią dziecięcą. Rozbili też szyfrowaną bazę danych publikując nazwiska i pseudonimy korzystających z podziemnej witryny pedofilskiej - poinformowały media.

Jak ogłosiła grupa Anonymous w komunikacie przesłanym do mediów, atak był częścią szerszej akcji o nazwie Operation Darknet, skierowanej przeciwko grupom pedofilskim, używającym do wymiany plików (głównie filmów i zdjęć) sieci Tor.


Więcej >>


Wynaleziony w 2004 roku Tor (The Onion Router) to wirtualna sieć używająca tzw. routingu cebulowego, polegającego na przekierowywaniu zapytania użytkownika od routera do routera, tak że trasy zapytań nachodzą na siebie podobnie do łusek cebuli. Takie przekierowywanie zapobiega analizie ruchu sieciowego i zapewnia niemal anonimowy dostęp do internetu. Sieć ta jest stosowana do omijania mechanizmów filtrowania treści i cenzury (odegrała wielką rolę czasie tegorocznej Arabskiej Wiosny), ale używają jej także grupy przestępcze, zwłaszcza pedofilskie. Dotyczy to także stworzonej przez Tor w celu omijania cenzury sieci Darknet, widocznej tylko po zainstalowaniu oprogramowania Tor do przeglądarki.

Według BBC, hakerzy z grupy Anonymous już na początku października ostrzegli, iż jeden z portali udostępnianych w sieci Darknet zawiera linki wiodące do baz z pornografią dziecięcą. Portal informatyczny The Register zauważa, że hakerzy Anonymous oświadczyli w połowie października br., iż wykryli "kilka" takich stron oraz zauważyli powiązania między nimi.

W połowie października hakerzy Anonymous usunęli linki i zablokowali dostęp do baz z dziecięcą pornografią. Jednak po tygodniu znalazły się one z powrotem sieci Darknet.

Hakerzy zdecydowali wtedy o ataku bezpośrednio na witryny. Według Computerworld, w serii ataków odmowy usługi DDOS (Distributed Denial of Service) polegających na przeciążeniu serwera wyświetlającego stronę żądaniami usług, Anonymous udało się wyłączyć 40 stron działających w Darknet, zawierających treści pedofilskie. Hakerzy rozłamali także szyfrowanie bazy danych portalu "Lolita City" i opublikowali 1500 pseudonimów i nazwisk osób korzystających z tej strony.

Jak stwierdza dokument Anonymous dotyczący tej akcji, przekazany mediom, hakerzy ostrzegli firmę, która była właścicielem serwerów ze stronami pedofilskimi, iż ataki na nią będą trwały, jeśli treści odnoszące się do molestowania dzieci nie zostaną usunięte. Według BBC, przeprowadzili oni bowiem ataki na sieć komputerową, odcinając nie tylko serwery, ale i komputery, na których znalazły się treści pedofilskie. Zapowiedzieli też, że akcje takie będą kontynuowane aż do "eliminacji" pedofilii.

Zapytywani przez BBC eksperci twierdzą, że o ile usunięcie plików pedofilskich jest "godne pochwały", to same ataki nie przyniosą efektu, utrudniając pracę policji i być może niszcząc dowody w prowadzonych przez nią śledztwach przeciwko pedofilom w internecie. Jak powiedział BBC Christian Sjoberg, szef firmy analiz obrazu NetClean, wspomagający policję w analizach zdjęć pedofilskich, jeśli hosting zdjęć i filmów pedofilskich był tak duży, jak twierdzą hakerzy, wówczas policja na pewno o nim wiedziała.

Atak Anonymous był pierwszym na tak dużą skalę atakiem hakerskim w zapewniającej dotąd anonimowość i uchodzącej za wolną od działań hackerów sieci Tor.

print

Powiesili Ci Geralta w Wiedźminie? Trzeba było nie grać na pirackiej kopii

2011-10-14  |  Źródło:tech.wp.pl
 
 
 
Wydawcy w różny sposób walczą z pirackimi kopiami gier. W Wiedźminie 2 postawiono na humor i złośliwości.

Czym są spotchecki? To po prostu nazwa na zabezpieczenia antypirackie. „Wymyśliliśmy ileś głupich sytuacji w grze, nie koniecznie blokujących przejście Wiedźmina 2, ale na pewno psujących zabawę” mówi nam Konrad Tomaszkiewicz - główny designer questów w Wiedźminie 2 - "Dla przykładu jeśli masz piracką wersje gry to wszystkie przerwyniki filmowe z seksem w grze będą odpalać się z postacią Marietty Loredo (starszą wyjątkowo nieurodziwą damą)" - dodaje.

Chyba zgodzicie się, że jest to lepsze rozwiązanie niż po prostu blokowanie uruchomienia danego tytułu, czy wymaganie stałego połączenia z internetem. Oczywiście - czas poświęcony na stworzenie dodatkowych scen można zapewne było wykorzystać lepiej, nie zawsze jest jednak tak, że twórcy gry robią to, na co mają ochotę. „Było to nam narzucone przez wydawcę" - tłumaczy nam Tomaszkiewicz.  "Zmuszeni do zrobienia bezsensownej rzeczy postaraliśmy się zrobić to jak najzabawniej umiemy” dodaje.

 


Więcej >>


Co ciekawe, wideo z części przygotowanych przez CD Projekt RED spotchecków pojawiło się już w sieci jako easter eggi czy błędy. Ich autorzy nie zdawali sobie chyba sprawy, że sami w ten sposób przyznają się do grania na pirackich kopiach Wiedźmina 2.

Oto parę najciekawszych przykładów, na które mogli natknąć się posiadacze nielegalnej wersji Wiedźmina 2. Uwaga na spoilery!

- Jak już wspominaliśmy sceny seksu pirackiej wersji gry wyglądały nieco inaczej. Poniżej przykład

Zwróćcie uwagę, że autor materiału stwierdził, że to błędnie wczytane tekstury. Nie wpadł na to, że to błędna decyzja grania na piracie.

- Piraci mogli też zobaczyć scenkę, w której Geralt jest wieszany, co kończy grę. Do tego mogą usłyszeć komentarz "Nienawidzę złodziei"

 

wiecej>>

Wiedźmin 2: Wieszanie Geralta

print

Zawirusowana armia 2.0

2011-10-14  |  Źródło:tech.wp.pl

 

Każdego dnia w przestrzeni powietrznej takich krajów jak Irak czy Afganistan, armia USA wykorzystuje samoloty bezzałogowe. Są one sterowane zdalnie przez operatorów, znajdujących się bazie Creech w Stanach Zjednoczonych. Magazyn Wired dotarł do źródeł, potwierdzających, że komputery bazy Creech padły ofiarą wirusa, który przez kilka tygodni rejestrował wszystko co robią operatorzy.

 

 

Historia zawirusowania komputerów sterujących bezzałogowymi samolotami Predator i Reaper mogłaby posłużyć za tło niezłej powieści political-fiction. Niestety nie ma ona w sobie nic z fikcji. Komputery zostały zarażone wirusem typu keylogger, który zapamiętuje wszystkie wprowadzane w komputerze operacje i może przekazać te informacje do dowolnej osoby na świecie. Zagrożenia związane z taką sytuacją są dość oczywiste - osoby mające dostęp do operacji wykonywanych przez operatorów samolotów mogą bez problemu unikać wykrycia przez te maszyny, poznać trasy przelotów, a nawet przechwytywać maszyny

 


Więcej >>


Armia USA wykorzystuje w operacjach wojskowych około 180 samolotów bezzałogowych. Jak podsumowuje Wired, od momentu objęcia stanowiska prezydenta przez Barracka Obamę w 2008 roku, mniej więcej 30 dronów pod jurysdykcją CIA, działających w przestrzeni powietrznej Libii zaatakowało cele naziemne ponad 230 razy. Drony zabiły ponad 2000 wojskowych i cywili. Nad Irakiem i Afganistanem znajduje się w tej chwili około 150 tego typu maszyn, a w okresie między kwietniem a sierpniem tego roku Predatory zaatakowały 92 cele w Libii. Natomiast miesiąc temu zabity przez bezzałogowe samoloty został jeden z ważnych przywódców terrorystów Anwar-al-Awlaki. Również polskie siły zbrojne mają na wyposażeniu klika bezzałogowych statków latających, polski WB Electronics Sofar, izraelskiej produkcji - Aeronautics Orbiter, wykorzystywanych głównie przez żołnierzy służących w Afganistanie oraz wypożyczone dla PKW Afganistan Aeronautics Aerostar.

Uparty szkodnik

Według informacji, które zdobył Wired żołnierze w bazie Creech sterowali dronami z zawirusowanych komputerów przez ponad dwa tygodnie. Oczywiście specjaliści próbowali usunąć szkodnika, ale okazuje się to wyjątkowo trudnym zadaniem. Początkowo próbowano zastosować instrukcje usuwania wirusa, opublikowane na stronie firmy Kaspersky Lab - znanego producenta programów antywirusowych. Szkodnik okazał się jednak odporny i wciąż spędzał sen z oczu amerykańskich techników wojskowych. Ostatecznie zostali oni zmuszeni do wykorzystania oprogramowania BCWipe, które wymazało całą zawartość dysków twardych komputerów GCS.

Stanowisko sterowania samolotami bezzałogowymi. W tle samolot typu General Atomics MQ-1 Predator (fot. USAF)

Wcześniejsze incydenty

Zawirusowanie komputerów używanych do sterowania bezzałogowymi samolotami to nie pierwsza tego typu wpadka armii USA. W 2008 roku zainfekowane zostały komputery Pentagonu, a wirus rozprzestrzenił się niemal po całej sieci amerykańskiego dowództwa. Usuwanie tamtej infekcji z poszczególnych maszyn... trwa do dziś. Przyczyną incydentu w Pentagonie okazał się pendrive jednego z pracowników, który zawierał wirusa. Szybko zabroniono korzystania z nośników przenośnych m.in. w amerykańskich bazach wojskowych. Komputery w bazie Creech stanowią jednak wyjątek. Co prawda maszyny są odłączone od internetu, ale operatorom zezwolono na korzystanie z pendrive’ów w celu wgrywania aktualizacji map i innych danych niezbędnych do poprawnego prowadzenia dronów. Prawdopodobnie to właśnie taki nośnik był źródłem infekcji.

Do innego incydentu związanego tym razem z bezzałogowymi samolotami doszło w 2009 roku. Amerykańscy żołnierze odkryli na laptopach irackich rebeliantów całe dni nagrań z kamer amerykańskich dron. Okazało się, że transmitowane do centrum dowodzenia obrazy nie były w żaden sposób szyfrowane. Dzięki temu rebelianci mogli je przechwycić stosując oprogramowanie dostępne w internecie za... 26 dolarów.

print

Uwaga na fałszywe antywirusy rozprowadzane przez Skype'a (wideo)

2011-09-28  |  Źródło:di.com.pl

 

Przed zautomatyzowanym atakiem mającym na celu rozpowszechnianie fałszywego oprogramowania antywirusowego ostrzegają użytkowników Skype'a specjaliści z firmy Sophos.

 

 

Użytkownicy komunikatora Skype otrzymują niechciane połączenia w postaci generowanych komputerowo wiadomości głosowych. Ich treść brzmi: „Uwaga, to jest automatyczna wiadomość systemu komputerowego. Usługa ochrony twojego komputera jest nieaktywna. Aby włączyć ochronę komputera i naprawić problem, przejdź do [LINK]”. Podawany w wiadomościach link kieruje użytkowników na stronę internetową, która prosi ich o podanie informacji osobistych i zapłatę w celu pobrania oprogramowania do „naprawy” komputera.

 

Ponieważ coraz więcej osób zapoznaje się z trikami wykorzystywanymi przez oszustów internetowych i cyberprzestępców, oszuści są zmuszeni do znajdowania coraz to nowszych sztuczek socjotechnicznych. Fałszywy antywirus lub scareware jest tego dobitnym przykładem; wykorzystuje pełnych obaw użytkowników, aby ci odwiedzili podejrzane strony – komentuje Graham Cluley, starszy konsultant ds. technologii w Sophos, dodając: Osobiście nie zaufałbym żadnemu produktowi, który reklamuje się za pomocą spamu przez Skype'a i prezentuje się w tak podstępny sposób.

 


Więcej >>


 

Czytaj także: Błąd aplikacji powodem awarii Skype'a

Warto wiedzieć, że niechcianych połączeń na Skypie można uniknąć, dostosowując ustawienia prywatności tak, by tylko osoby z naszej listy kontaktów mogły się z nami kontaktować.

Poniżej zamieszczamy wideo obrazujące atak, nakręcone przez czytelnika bloga Sophos Naked Security:

 

 

print

100 lat, polski internecie!

2011-08-17  |  Źródło: onet.pl

 

17 sierpnia 2011 polski internet kończy 20 lat. Jak się rodził, jakie kryzysy przeszedł i jak dorastał?

 

Koniec PRL-u staje się wielką szansą dla Polski. Instytucje i firmy sprawujące kontrolę nad ogólnoświatową siecią, BITNET-em, dają polskim środowiskom akademickim zielone światło do podłączenia się do sieci. Wcześniej jako państwo bloku wschodniego mieliśmy nałożone embargo na tę technologię, a Związek Radziecki nie buduje sieci komputerowych.

Jak rodził się polski internet?

Pod koniec lat 80. działa kilka wielkich sieci, m.in. MILNET czy udostępniony już cywilom ARPANET. I BITNET łączący ośrodki akademickie, wraz ze swoją europejską odnogą o nazwie EARN. Co prawda polscy naukowcy już w 1987 roku łączą się z genewskim CERN-em, ale przy sprzeciwie ówczesnych zarządców sieci i przy użyciu pirackiego oprogramowania.


Więcej >>


 

NASK, jedna z najważniejszych instytucji, które wpłynęły na internet w Polsce. 1997 rok.

 

17 lipca 1990 roku Uniwersytet Warszawski zostaje podłączony do BITNET-u. Nieoceniony wpływ na tę decyzję ma ruch "BITNET dla Polski" lansowany przez polskich stażystów i młodych naukowców działających na zachodnich uczelniach. Również polskie instytucje i urzędy wyrażają zgodę na podłączenie do sieci. Tu z kolei pomaga zupełna nieznajomość tematu przez urzędników. "Po prostu większości z nich niewiele mówiły takie pojęcia, jak sieć komputerowa, poczta elektroniczna, przesyłanie komunikatów i zbiorów w sieci. Ta - jak to zapewne sądzili - kolejna i nieszkodliwa zabawka naukowców bez większych problemów i przekonujących wywodów była zatwierdzana na wszystkich szczeblach urzędowych" - mówił w wywiadzie dla PC Worlda Andrzej Smereczyński, który odpowiadał za przyłączenie Polski do EARN.

więcej>>

 

print

Zaproszenie na konferencję

2011-07-25  |  Źródło: X-COM

 

Firma X-COM ma przyjemność zaprosić Państwa na konferencję:

 

BEZPIECZEŃSTWO IT – CZYLI JAK ZAPEWNIĆ BEZPIECZEŃSTWO INFORMATYCZNE W SWOJEJ INSTYTUCJI”

 

 

Konferencja odbędzie się 14 września 2011r. w Hotelu Orbis Aria,

o godzinie 10.00 w Sosnowcu

 

Patronat honorowy objął
Prezydenta Miasta Sosnowiec Pan Kazimierz Górsk
i

 

  Współorganizatorzy: Veracomp, Axence

 

 

 

Wiecej>>


print

Zagrożenia bezpieczeństwa - przegląd roku 2011

2011-07-13  |  Źródło: di.com.pl -Tomer Teller

 

 

Rok 2011 jeszcze nie minął, a już widać, że jest dla cyberprzestępców rokiem niezwykle pracowitym. Nie można stwierdzić, że incydenty bezpieczeństwa IT nie były zgłaszane - wszystkie znalazły się w nagłówkach gazet, rzetelnie opublikowane przez przedsiębiorstwa, przeciwko którym te ataki były


Więcej >>


 

  • Rok rozpoczął się od włamania do korporacji RSA, które było złożonym, ściśle wymierzonym atakiem phishingowym, gdzie niewielką grupę pracowników firmy zmanipulowano do otwarcia złośliwej wiadomości e-mail o tytule „Plan rekrutacji na 2011”. E-mail w rzeczywistości zawierał zawirusowany arkusz kalkulacyjny. Atakującym udało się złamać uwierzytelnianie przy pomocy tokenów securID firmy RSA, przez co narazili na niebezpieczeństwo dziesiątki przedsiębiorstw z listy Fortune 500 i poczynili straty liczone w milionach dolarów.
     
  • Kolejny atak z początku tego roku dotyczył amerykańskiej rządowej firmy bezpieczeństwa IT HBGary Federal. Agencja dopiero po informacji od grupy hakerów zorientowała się, że poufne dane, tysiące firmowych e-maili oraz dokumenty finansowe ich klientów zostały wykradzione i ujawnione. Głównym celem atakujących – najprawdopodobniej grupy internetowych aktywistów Anonymous – było po prostu wyrządzenie szkody i skompromitowanie firmy w odwecie za zbytnią pewność siebie głównego dyrektora, który twierdził, że rozgryzł grupę Anonymous i ujawni informacje o jej członkach.
     
  • W kwietniu firma Epsilon, jeden z największych na świecie dostawców usług marketingowych oferowanych za pośrednictwem poczty e-mail, wysyłających około 40 miliardów wiadomości e-mail rocznie do klientów takich, jak Mc Kinsey & Company, Marriott Rewards, Citibank, Walgreens, Tivo etc., doświadczyła jednego z najbardziej dotkliwych ataków w historii, którego efektem było ujawnienie milionów indywidualnych adresów poczty elektronicznej. Założeniem przestępców było przechwycenie jak największej ilości informacji na temat klientów, potrzebnych, by tworzyć zaawansowane i wiarygodne e-maile phishingowe w celu dalszej kradzieży.
     
  • Nieco później w tym miesiącu w Sony Playstation Network doszło do wycieku prywatnych informacji należących do ponad 70 milionów użytkowników – włączając w to adresy e-mail, hasła, kody PIN, szczegóły kontaktów, prawdopodobnie informacje dotyczące kart kredytowych i inne tego rodzaju dane – narażając w ten sposób klientów Sony na ryzyko ataków phishingowych i kradzieży tożsamości. Co więcej, firma przyznała się do drugiego ataku mającego miejsce na początku maja i wycieku informacji o kolejnych 24,6 milionach graczy bez podania do wiadomości jego przyczyny.
     
  • Citibank w czerwcu tego roku odkrył, że prywatne dane oraz informacje dotyczące kont około 200 000 użytkowników ich kart w Ameryce Północnej zostały wykradzione. Przechwycone dane mogły zawierać zarówno informacje o kartach kredytowych, jak i nazwiska i adresy e-mail klientów.

Podsumowując, wszystkie te ataki ujawniły miliony dokumentów i prywatnych informacji o klientach oraz poufnych danych przedsiębiorstw. Jedyną dobrą stroną tego jest fakt, że firmy zaczęły brać sprawy w swoje ręce i stały się bardziej aktywne w kwestii bezpieczeństwa. Zgłaszają wszelkie włamania tuż po ich wykryciu i w większości przypadków bezzwłocznie informują swoich klientów i innych zainteresowanych o tym, co się wydarzyło.
Przyjrzyjmy się podobieństwom między tymi incydentami i nowym wzorcom, którymi się kierują.
Wymierzone ataki


Pierwsza diagnoza, jaką możemy postawić na podstawie tych ataków, brzmi: włamania te zostały starannie zaplanowane, zaaranżowane i wykonane. Mają wysoki poziom złożoności, który kwalifikuje je jako Advanced Persistent Threats (APT), skonstruowane specjalnie przeciwko konkretnym przedsiębiorstwom. Wielkość firm, których one dotyczyły jest imponująca. Z wyjątkiem HBGary, ofiarą ataków padały olbrzymie korporacje zatrudniające ponad 10 000 pracowników, operujących znacznymi kapitałami, informacjami o klientach i poufnymi danymi – innymi słowy żyła złota dla cyberprzestępców.
Atakującymi są świetnie wyszkoleni eksperci bezpieczeństwa, których kuszą wyzwania i profity finansowe. Ataki zostały zaplanowane i zaaranżowane z precyzją operacji wojskowych. Przed przeprowadzeniem właściwego ataku hakerzy szczegółowo odtwarzają całą architekturę sieci wybranej organizacji w celu przeprowadzenia symulacji ataku we własnym środowisku laboratoryjnym. Jak dowiedziono w przypadku sprawy HBGary, przestępcy wykazują się niezwykłą cierpliwością i determinacją. Biorą również pod uwagę ryzyko wiążące się z ich akcją, między innymi lata pozbawienia wolności.
Ataki oparte na socjotechnice (social engineering)


Kolejnym punktem wspólnym tych włamań jest zastosowanie technik inżynierii społecznej. Obecnie cyberprzestępcy manipulują osobami pracującymi wewnątrz firmy, „hakując ludzkie umysły”, aby włamać się do systemów przedsiębiorstwa. W przypadku Epsilonu, podstępem skłoniono jednego z pracowników do otwarcia phishingowej wiadomości e-mail i kliknięcia na znajdujący się w niej link. Dzięki temu hakerzy zyskali dostęp do tożsamości systemowej pracownika i wykorzystali ją do połączenia się z korporacyjną bazą danych.
Niestety, użytkownicy zawsze byli najsłabszym ogniwem w systemie zabezpieczeń organizacji. Zawsze można znaleźć użytkownika podatnego na podstęp: może to być nowy, niedoinformowany pracownik lub rozgadana sekretarka, która udziela zbyt wielu informacji. Kiedy hakerzy dostaną się do systemu, działają po cichu. Pozostają niewykrywalni, kradnąc jak najwięcej informacji aż do momentu, kiedy ich obecność zostaje dostrzeżona i korporacja zaczyna śledztwo. Czasami trwa to latami.



Zostałeś zaatakowany!
Poza korzyściami materialnymi, jakie przynosi sprzedaż informacji na czarnym rynku, warto wspomnieć o konsekwencjach finansowych ataków, jakie ponosi organizacja w związku z własnością intelektualną i utratą jakości marki. Na przykład w sprawach HBGary lub Wikileaks, w których to doszło do publikacji w internecie poufnych e-maili i tajemnic państwowych, włamanie spowodowało olbrzymi uszczerbek w reputacji obu organizacji. W ostatnim ataku na Lockhead Martin – największy koncern zbrojeniowy w Stanach Zjednoczonych – konsekwencje mogły być zdecydowanie gorsze, ponieważ atakujący mierzyli w ściśle tajne, rządowe projekty oraz plany militarne, mogące potencjalnie skompromitować sam Pentagon. Na szczęście podobno nie udało się wykraść żadnych informacji.
Jakie wnioski możemy wyciągnąć i w jaki sposób zabezpieczyć firmy?


Przedsiębiorstwa nie powinny łudzić się, że zagrożenie atakami ich nie dotyczy. Wymierzone ataki są coraz popularniejsze i żadna firma nie jest w pełni bezpieczna. Korporacje powinny tworzyć jak najwięcej barier ochronnych oddzielających ich sieci i zasoby od cyberprzestępców.
Ochrona zaczyna się od wdrożenia dogłębnej strategii bezpieczeństwa w sieci, stacjach roboczych oraz w licznych urządzeniach łączących się do sieci. Przedsiębiorstwa muszą stosować szereg warstw bezpieczeństwa, włączając w to zaawansowane firewalle oraz systemy Intrusion Prevention System (IPS) niezbędnych do wykrycia skomplikowanych zagrożeń. Konieczne są wszechstronne rozwiązania bezpieczeństwa stacji roboczych i urządzeń mobilnych. Należy też stosować technologie zapobiegające wyciekom danych, aby chronić zbiory informacji. Aby zapewniać ochronę, przedsiębiorstwa potrzebują solidnej, dobrze skonstruowanej polityki bezpieczeństwa. Taka polityka musi być dopasowana do wymagań biznesowych i być zrozumiała dla pracowników organizacji. Co więcej, zachęcam korporacje, aby przyjrzały się na nowo sposobom, w jaki udostępniają przechowywane dane, a następnie przemyślały, jak najlepiej je chronić.


„Cogito ergo sum” powiedział francuski filozof René Descartes – „myślę, więc jestem”. Jestem pewien, że ta siedemnastowieczna maksyma mogłaby znaleźć zastosowanie w nowoczesnej informatyce. Użytkownicy jako jednostki myślące są integralną częścią procesu bezpieczeństwa. Tylko wyszkolona i świadoma kadra pracownicza w połączeniu z solidnym systemem bezpieczeństwa oraz dobrze określoną polityką bezpieczeństwa mogą pokonać współczesnych hakerów. Miejmy nadzieję, że przedsiębiorstwa wyciągną wnioski z tych lekcji, co zaowocuje skutecznym unikaniem ataków w nadciągających miesiącach.
 
O autorze
 Tomer Teller jest specialistą d/s bezpieczeństwa w firmie Check Point Software Technologies. Podczas swojej 6-letniej kadencji Tomer pracował zarówno jako badacz i programista w wielu projektach na wielką skalę, jak i wykładowca w głównym biurze Check Point oraz podczas licznych konferencji poświęconych bezpieczeństwu IT. Specjalizując się w wysoko- i niskopoziomowym programowaniu, Tomer poświęca swój wolny czas wielu różnym projektom i badaniom dotyczących bezpieczeństwa. Tomer posiada tytuł inżyniera informatyki i jest dumnym posiadaczem patentu w zakresie luk bezpieczeństwa w przeglądarkach.

print

Fałszywy antywirus podszywa się pod Microsoft

2011-06-29  |  Źródło: wp.pl

 

 

Ostrzegamy użytkowników systemu Windows przed najnowszym atakiem fałszywego oprogramowania antywirusowego, które wmanewrowuje do zainstalowania złośliwej aplikacji, udając aktualizację bezpieczeństwa Microsoftu.

Użytkownicy dotknięci atakiem zobaczą dokładną kopię oficjalnej strony Microsoft Update - z tą różnicą, że strona oszustów pojawia się podczas surfowania w Firefoxie, a prawdziwa witryna Microsoft Update wymaga użycia przeglądarki Internet Explorer.

Zdaniem specjalistów z Sophos, ataki fake av stają się coraz bardziej wyrafinowane i wyglądają na tyle profesjonalnie, że są w stanie przekonać więcej nieświadomych zagrożeń użytkowników. Wykorzystanie wysokiej jakości grafik i zaawansowanych interfejsów oznacza, że na scam może się nabrać wiele osób.

"Użytkownicy muszą być bardziej czujni niż kiedykolwiek, jako że sfingowane alerty bezpieczeństwa wyskakują w ich przeglądarkach. Ataki fałszywych antywirusów to duży biznes dla cyberprzestępców, którzy inwestują swój czas i wysiłek, by złośliwe oprogramowanie było jak najbardziej przekonujące," powiedział Graham Cluley, starszy konsultant ds. technologii w Sophos. "Hakerzy coraz częściej sięgają po rozmaite sztuczki socjotechniczne i istnieje ryzyko, że użytkownicy przestraszeni spreparowanymi komunikatami o zagrożeniach zdecydują się przekazać pieniądze oszustom na rozwiązywanie problemów, które nigdy nie miały miejsca".


print

Przejście z IPv4 na IPv6 - jak się przygotować. Poradnik dla firm

2011-06-27  | 

 

W związku ze stopniowym wyczerpaniem się nieprzypisanych adresów oraz ograniczoną dostępnością przypisanych adresów w obrębie protokołu IPv4 sieci każdej wielkości muszą przygotować się na nadejście IPv6. Aby pomóc zrozumieć zakres migracji i dostarczyć możliwie jak najwięcej wczesnych ostrzeżeń, eksperci z Fortinetu stworzyli listę kontrolną 3 przedsięwzięć, które powinny zostać podjęte przed dokonaniem przejścia z IPv4 na IPv6.

 

Każde urządzenie, które łączy sięz siecią IP powinno wspierać IPv6, a dostawcy treści i usług powinni przenosićswoje struktury do IPv6. Urządzenia, które dotąd funkcjonowały w oparciu o standard IPv4, będą musiały zostać zaktualizowane do obsługi protokołu IPv6. Niestety, wiele starszych produktów, które działają w sieci IPv4 nie ma możliwości żadnego upgrade'u i ze względu na brak jakiegokolwiekoprogramowania niezbędnego dla IPv6, konieczne będzie ich usunięcie.

 

Wyzwanie dla administratorów sieci polega na tym, że wielu dostawców do dziś nie podjęło odpowiednich kroków i nie rozwinęło swoich produktów tak, aby były zgodne z IPv6. Sprzedawcyśpieszą się teraz, by zapełnić lukę zgodności IPv6 i zapobiec rezygnacji klientów, którzy mogliby zacząć korzystać z usług konkurencji. Jedno z najważniejszych, wybiegających w przyszłość pytań, które zaczynają sobie teraz zadawać administratorzy, brzmi„Czy ten produkt jest zgodny z IPv6?”.

 

Aby pomóc zrozumiećzakres migracji i dostarczyć możliwie jak najwięcej wczesnych ostrzeżeń,stworzyliśmy listę kontrolną 3 przedsięwzięć, które powinny zostać podjęte przed dokonaniem przejścia z IPv4 na IPv6:


Więcej >>


1. Remanent: IPv6 ma wpływ na każde urządzenie i aplikację w sieci. Pierwszym krokiem do udanej migracji jest przeprowadzenie inwentaryzacji wszystkich urządzeń, które są obecnie podłączone do sieci.

2. Badania:Po inwentaryzacji dokonaj przeglądu, czy dostawcy rozwiązań, z których korzysta Twoja firma, planują wprowadzenie aktualizacji, która zapewni zgodność urządzenia z wymogami nowego protokołu. Badania te odkryją przygotowanie dostawców oraz pokażą, czy urządzenie wymaga zwykłej aktualizacji oprogramowania czy pełnej wymiany sprzętu.

  • Pamiętaj, aby uważnie się przyjrzeć.Ważne jest, aby upewnić się, że producenci będą dostarczaćfunkcję parzyście w IPv6. Na przykład: w kwestii bezpieczeństwa sieci wielu dostawców twierdzi,że wspiera IPv6. Jednakże przekazanie pakietu danych z jednej strony zapory na drugą nie jest tym samym, co możliwość wykonania głębokiej inspekcji pakietów z możliwością wykrycia szkodliwych treści lub niechcianych aplikacji.
  • Nie wierz we wszystko, co czytasz. Sprawdź, czy możesz zweryfikowaćtwierdzenia dostawcy. W bezpieczeństwie sieci przekłada się to na testowanie produktu do zdolności wykrywania i blokowania tych samych zagrożeń w IPv6, które wykryto w IPv4. Co więcej, może nastąpić spadek wydajności dla ruchu IPv6, a niektórzy sprzedawcy nie zapewnią przyspieszenia sprzętu w IPv6, jak robią to dziś w IPv4.
  • Spójrz na całą linię produktów dostawcy. Czy produkty dostawcy zgodne z IPv6 są przeznaczone dla Twojego segmentu rynku? Czy jest to raczej dostarczanie wybranych produktów w celu zaspokojenia potrzeb klientów z tzw. wyższej półki? Sprawdź certyfikaty produktu: nawet jeśli wielu producentów twierdzi, że jest on zgodny z IPv6, to lepiej sprawdzić, czy zostało to potwierdzone przez neutralne osoby trzecie, takie jak JITC (US Defense Department Certification).

3. Budżet: ostatnie, ale nie mniej ważne. Po zidentyfikowaniu tych systemów, dla których będziesz musiał zakupić aktualizacje (sprzęt lub oprogramowanie), musisz znaleźć sposób, aby za nie zapłacić. Im szybciej zrozumiesz koszty związane z IPv6, tym łatwiej będzie Ci połączyć je z normalnym cyklem odświeżania sprzętu. Ostatnią rzeczą, którąchcesz robić, to musieć wyjaśniać, skąd bierze się potrzeba wygospodarowania budżetu awaryjnego do rozwiązania problemu, który w przemyśle znany jest od lat.

print

Sklepy komputerowe sprzedają pirackie oprogramowanie

2011-06-22  |  Źródło: CHIP/WP

 

Na minimum 50 tysięcy złotych wyceniono nielegalne oprogramowanie, z którego prawdopodobnie korzystali pracownicy sklepu komputerowego w Kwidzynie.

W wyniku przeszukania funkcjonariuszy z KPP w Kwidzynie z 15 czerwca, w kwidzyńskim sklepie zabezpieczono kilka komputerów, a także dyski twarde oraz nośniki - płyty CD i DVD. Według informacji policji, znajdują się na nich nielegalne programy. Z informacji uzyskanych przez Sztab Antypiracki wynika, iż zachodzi także uzasadnione podejrzenie, że pirackie programy rozpowszechniane były wśród klientów.



Więcej >>


Krzysztof Janiszewski z polskiego oddziału Microsoft komentuje: "Jeżeli potwierdzą się podejrzenia, będziemy wnioskowali o surowe potraktowanie sprawców. Rozpowszechnianie nielegalnego oprogramowania przez sklepy komputerowe to przejaw nieuczciwej konkurencji wobec naszych partnerów handlowych. Takie przypadki będziemy zwalczać z cała stanowczością".

Biegli zbadają m.in. legalność systemów operacyjnych, a także innych programów. Dokładna wartość oprogramowania, którą zabezpieczyli funkcjonariusze znana będzie po wykonaniu ekspertyz. Wstępnie biegli oszacowali ją na ok. 50 tys. złotych. Właścicielowi sklepu grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności.

To nie pierwsza tego typu sytuacja. Przykładem może być przypadek, kiedy policjanci z Komendy Wojewódzkiej w Białymstoku wkroczyli do dwóch sklepów komputerowych (w Białymstoku i Augustowie) podejrzewając, że sprzedawany jest w nich sprzęt z nielegalnym oprogramowaniem. Podczas przeszukania funkcjonariusze natrafili na zainstalowane nielegalne systemy operacyjne, programy graficzne oraz mapy. Wstępnie straty firm będących właścicielami oprogramowania oszacowano na co najmniej 100 tys. zł.

Skoro nie możemy być pewni oprogramowania kupionego w tradycyjnym sklepie komputerowym, to warto chyba poświęcić chwilę na sprawdzenie legalności swojego systemu operacyjnego. Aby to zrobić, możemy wejść na stronę przygotowaną przez Microsoft:

http://www.microsoft.com/genuine/validate/default.aspx?displaylang=pl

Ściągniemy tam dodatek do przeglądarki, który od razu poinformuje nas o autentyczności naszego Windowsa.

W 2010 roku Business Software Alliance - organizacja zajmująca się promocją bezpiecznego i legalnego oprogramowania - odnotowała w Polsce o 43% więcej przypadków piractwa komputerowego niż w roku poprzednim. Według danych firmy analitycznej IDC, aż 54% oprogramowania w naszym kraju pochodzi z nielegalnego źródła

print

Facebook - automatycznie wykrywa twarzy na zdjęciach

2011-06-29  |  Źródło: technologie.gazeta.pl

 

 

Od 7 czerwca Facebook udostępnia wszystkim użytkownikom ciekawą funkcję - automatyczne rozpoznawanie twarzy na zdjęciach. Rozwiązanie jest bardzo kontrowersyjne, dlatego też Unia Europejska ma zamiar przyjrzeć się bliżej zasadom działania tej opcji.

 

Nowa funkcja serwisu sugeruje, by oznaczyć na zdjęciu daną osobę bez konieczności pytania jej o zgodę. Wzbudza to wiele wątpliwości dotyczących prywatności użytkowników. Dlatego też, jak podaje Bloomberg Businessweek, nowej funkcji Facebooka przyjrzy się organizacja ochrony praw konsumentów, działająca w ramach struktur Unii Europejskiej. Grupa Robocza Art. 29 (o nią bowiem chodzi) to niezależny europejski organ doradczy Komisji Europejskiej, zajmujący się ochroną danych osobowych oraz prywatnością.

 

"Oznaczanie ludzi na zdjęciach powinno odbywać się wyłącznie za ich wcześniejszym przyzwoleniem i nie może być domyślnie aktywne"

 

powiedział Gerard Lommel, członek Grupy.


Więcej >>


 

Jak działa automatyczne wykrywanie na zdjęciach? Na podobnej zasadzie, jak ma to miejsce w nowych aparatach cyfrowych. Oznacza to, że w dalszym ciągu trzeba będzie samodzielnie oznaczyć, który z przyjaciół znajduje się na fotografii, ale zaznaczanie odbywać się będzie automatycznie. Facebook funkcję tę testuje już od grudnia. Teraz zaś udostępnia ją użytkownikom na całym świecie.
 

Opcję można wyłączyć w Ustawieniach Prywatności. W głównym menu należy wybrać "Dostosuj ustawienia", "Rzeczy, które inni udostępniają", "Proponuj znajomym zdjęcia, na których jestem - Jeśli osoba na zdjęciu wygląda jak ja, zaproponuj moje imię i nazwisko". Tam należy wybrać opcję "wyłącz".

print

Zabezpiecz swoją pracę

2011-05-23  |  Źródło: X-COM

 

Michał, dyrektor wykonawczy w firmie kurierskiej.

Po dwóch tygodniach od zatrudnienia, nowa recepcjonistka firmy kurierskiej zrobiła to do czego była przyzwyczajona w domu. Bez wcześniejszego powiadomienia działu IT firmy, w której pracowała zainstalowała samodzielnie na komputerze oprogramowanie Windows pobrane z Internetu. Za namową jej „obrotnych” przyjaciół skorzystała z usług strony generującej klucze. Krótko mówiąc to tak jakby otworzyła szeroko drzwi hakerom: informacje poufne mogły zniknąć, dane o klientach, w krótkim czasie cały system mógłby zostać zainfekowany bezpowrotnie.

Na szczęście Michał opracował solidną strategię IT, ponieważ niewiele wcześniej nabył rozwiązanie legalizacyjne Windows – Get Genuine Windows Agreement (GGWA) i wszystkie komputery stacjonarne działały na oryginalnym Windows 7 Professional, który zawiera potężne narzędzia tworzenia kopii zapasowych w celu zabezpieczenia danych.

Ponadto Michał wdraża teraz procedury Software Asset Management (SAM) rekomendowane przez jego zespół IT, tak żeby na przyszłość nie miał już do czynienia z takimi „inicjatywami” ze strony pracowników. Inwentaryzacja stosowanego oprogramowania i wykupionych licencji stanowi pierwszy krok do pewności, że używane oprogramowanie jest oryginalne i właściwie licencjonowane, a następnie zostaną ustalone procedury dotyczące sposobu instalacji, ściągania i korzystania z oprogramowania w przedsiębiorstwie. Od teraz zostanie również wprowadzony raport audytu oprogramowania na liście raportów obligatoryjnych w przedsiębiorstwie.

Rozwiązania Microsoft dla firm umożliwiły Michałowi załatwienie trudnych problemów IT bez konieczności zrozumienia ich złożoności.


Więcej >>



Uwaga w sprawie zamieszania odnośnie licencji wolumenowych

Twoja firma korzystała z licencji wolumenowych w celu zainstalowania pełnej wersji systemu operacyjnego na komputerach stacjonarnych zakupionych bez preinstalowanego Windowsa (OEM)?

Jeżeli to prawda to wszystkie te komputery stacjonarne nie posiadają odpowiedniej licencji ponieważ licencja wolumenowa Microsoft (Open, Select, Enterprise) pokrywają tylko aktualizacje i nie zawierają pełnej licencji Windows desktop. W takim przypadku polecamy rozwiązania do legalizacji Microsoft Get Genuine Kit albo Get Genuine Windows Agreement.


Na przyszłość weź pod uwagę fakt, iż najbardziej efektywną metodą pod względem kosztowym do nabywania oprogramowania Windows jest nabyć go wraz z nowym komputerem stacjonarnym, preinstalowany (OEM).

print

Legalne oprogramowanie się opłaca

2011-05-19  |  Źródło: sztabantypiracki.pl


Krzysztof Janiszewski, zajmujący się ochroną własności intelektualnej przestrzega, że nieuczciwy użytkownik traci nie tylko dwa, ale nawet trzy razy. Przedstwieciel Microsoftu ma na myśli: wyrok w zawieszeniu, przerwy w pracy i utrata reputacji firmy. 

Stwierdził on, że ponad połowa oprogramowania używanego w Polsce jest nielegalna i najczęściej pochodzi z kradzieży.

Dlatego z tytułu piractwa komputerowego, jak wynika ze słów Krzysztofa Hajdasa (KG Policji), wszczynanych jest rocznie przynajmniej 1000 spraw.

Przekonał się o tym Paweł L, którego rodzinna firma, zajmująca się spedycją samochodów, korzystała z nielegalnego oprogramowania. Po przeszukaniu siedziby firmy funkcjonariusze zabezpieczyli wszystkie komputery, co spowodowało wstrzymanie działalności firmy. Jej właściciel otrzymał wyrok w zawieszeniu, a ponadto musiał zapłacić 200 tys. kary.

Każdy kto posługuje się nielegalnym oprogramowaniem po to, by uzyskać korzyść materialną, jest zagrożony karą pozbawienia wolności do 5 lat i nie pomogą wymówki, że oprogramowanie jest drogie. K. Janiszewski przypomina bowiem, że istnieją specjalne oferty dla biznesu i dla użytkowników prywatnych, które nie wyczyszczą portfela.

Jedno jest pewne: legalne oprogramowanie jest mniej kosztowne niż kara, którą przyjdzie zapłacić w przypadku stwierdzenia jego nielegalnego pochodzenia.

 

 


print

Szukasz wirusów? Znajdziesz je na Google Grafika

2011-05-11  |  Źródło: wp.pl

Szukasz fajnego obrazka na Google Grafika do zilustrowania swojego tekstu? Być może za pomocą tej wyszukiwarki niechcący zainstalowałeś wirusa.

Jak donosi portal Niebezpiecznik.pl, wyszukiwarka Google Grafika została „zalana” grafikami, które sa umieszczone na witrynach instalujących złośliwe oprogramowanie. Obrazki są dobrze wypozycjonowane, więc łatwo się na nie natknąć. Internauci, po odwiedzeniu witryny, są namawiani do instalacji darmowego „programu antywirusowego”, który w rzeczywistości sam jest wirusem.


Więcej >>


 

Jak przebiega atak?

Zjawisko, które obserwujemy w wynikach wyszukiwania na Google Images wynika z tego, że ktoś stworzył tysiące fałszywych stron, które — korzystając z technik Black SEO — spozycjonował tak, aby zajmowały wysokie pozycje w wynikach wyszukiwania dla popularnych słów kluczowych (ostatnio np. “Osama bin Laden“). Sytuacja jest poważna, z szacunków wynika, że miesięcznie na podstawione, złośliwe strony może być kierowanych aż 15 milionów internautów.

Poniżej scenariusz ataku:

  1. Atakujący korzystają z wykradzionych loginów i haseł do serwerów FTP, na które uploadują pliki .php. Włamania najczęściej dokonywane są z adresów IP: 46.252.130.109 oraz 91.200.240.10. (sprawdźcie swoje logi). Plik z reguły wygląda tak:

    <? eval(gzuncompress(base64_decode('eNqdWNtuGkkQ/ZmVSKRVBINtZbTiAR4Yd
    ...pominięto...
    wV/UO/k/6QMUUQ=='))); ?>
  2. Plik .php generuje spamerskie strony, korzystając ze słów kluczowych, które w danej chwili są najpopularniejsze w internecie (np. Osama bin Laden). Dodatkowo, strony zasilane są hotlinkowanymi obrazkami, tematycznie związanymi ze spamerskimi słowami kluczowymi. Dzięki temu podstawione strony zajmują wysokie pozycje w rankingu. Tutaj szczegóły spamerskiego algorytmu.
     
  3. Internata szukający obrazka trafia na spamerską stronę. Skrypt .php sprawdza nagłówek Referer i jeśli zauważy, że internauta przychodzi z Google, to podmienia zawartość strony z obrazkiem na złośliwy JavaScript, który przekierowuje i nakłania użytkownika do instalacji FakeAV, czyli fałszywego antywirusa.

     

 

Jak chronić się przed atakami?

Google dzielnie walczy ze spamem w wynikach wyszukiwania na własną rękę, ale z racji liczby zainfekowanych stron i ich dynamicznego przyrostu, nie wszystko udaje się zablokować na czas.

  • Jeśli jesteś webmasterem, nie pomagaj atakującym — nie zapamiętuj haseł do swoich serwerów w klientach FTP, sprawdź swój komputer programem antywirusowym i zweryfikuj, czy wśród strony twojego serwisu Google przpadkiem nie zindeksowało czegoś podejrzanego (parametr site:twojadomena.pl).
  • Jeśli jesteś administatorem sieci i masz dość skarg swoich użytkowników, że wyniki wyszukiwania w Google’u każą im instalować programy antywirusowe, możesz rozważyć wyczyszczenie nagłówka Referer (dla Google Images) na proxy/WAF dla ruchu wychodzącego.
  • Jeśli jesteś zwykłym internautą, możesz wyłaczyć obsługę JavaScript w swojej przeglądarce. W tym celu najwygodniej jest skorzystać z dodatku NoScript dla Firefoksa, lub NoScripts dla Google Chrome — oba pozwalają włączać JavaScript tylko na stronach, na których rzeczywiście go potrzebujemy. Ale przede wszystkim, po prostu PATRZ na co klikasz i nie instaluj bezmyślnie wszystkiego, co ci ktoś podsuwa pod myszkę.
print

Dane milionów użytkowników PSN wyciekły!

2011-04-27  |  Źródło: wp.pl

 

Playstation Network to usługa sieciowa wykorzystywana w konsolach firmy Sony. Należy do niej ponad 69 milionów użytkowników (zarejestrowanych kont), którzy dzięki PSN mogą nie tylko grać w trybach wieloosobowych, ale też kupować gry czy też dodatki do nich. Sony prawie tydzień temu wyłączyło usługę, nie podając jednak żadnych konkretnych informacji na temat przyczyny czy też przewidywanej daty ponownego uruchomienia usługi kluczowej dla istnienia konsoli Playstation 3 na rynku.


Więcej >>




Sony w końcu zabrało głos. Niestety okazuje się, że mamy do czynienia z najgorszym możliwym scenariuszem. Firma potwierdza, że w dniach 17-19 kwietnia PSN stał się celem ataku hakerów.

Sony podaje, że w posiadanie hakerów mogły wejść takie dane, jak nasze nazwisko, adres (miasto, województwo, kod pocztowy), kraj, adres e-mailowy, data urodzenia, hasło i login PSN oraz używane PSN ID. Możliwe jest również, że pozyskano dane naszego profilu, wliczając w to historię zakupów oraz odpowiedź zabezpieczającą hasło.

Co prawda w obecnej chwili nic nie wskazuje na to, że dane kart kredytowych zostały naruszone, jednak nie można wykluczać i tej możliwości. Jak podaje firma także numer karty kredytowej (wykluczając kod zabezpieczający), data ważności oraz adres posiadacza karty mogły wyciec.

Jakie kroki podjęło Sony, aby go zniwelować? Jak czytamy w oficjalnym oświadczeniu firmy doszło do:

1) Tymczasowego wyłączenia usług PlayStation Network i Qriocity;
2) Zaangażowania z zewnątrz firmy od zabezpieczeń do przeprowadzenia pełnego dochodzenia odnośnie tego co się stało;
3) Działań w celu wzmocnienia bezpieczeństwa i infrastruktury sieci poprzez przebudowę systemu, aby zapewnić większą ochronę danych osobowych.

Co możemy zrobić teraz my, jako użytkownicy? Firma apeluje do zwrócenia szczególnej uwagi na e-maile, telefony czy pocztę, które proszą o podanie osobistych lub poufnych informacji. Sony nie będzie kontaktować się z nami poprzez e-mail czy jakikolwiek inny sposób z prośbą o numer karty kredytowej czy dodatkowe dane osobowe.

Kiedy tylko usługi Playstation Network zostaną przywrócone do życia powinniśmy zalogować się i zmienić hasło. Aby zabezpieczyć się przed ewentualnością kradzieży, warto zachować czujność i sprawdzać na bieżąco wyciągi z karty kredytowej.

Czyżbyśmy mieli właśnie do czynienia z największą wizerunkową porażką w historii konsol? Wszystko okaże się w najbliższych dniach. Na razie wciąż nie wiadomo, kiedy usługa PlayStation Network wróci do życia.

Aktualizacja: Przedstawiciele Valve poinformowali użytkowników poprzez serwis Giant Bomb, że dane z usługi Steam, w zeszłym tygodniu podłączonej do Playstation Network w związku z premierą Portala 2, nie są zagrożone.

print

Klienci polskich banków na celowniku hakerów. Najgroźniejszy na świecie wirus zbiera żniwo

2011-04-04  |  Źródło: wp.pl

 

 

Ponad 5 tys. polskich serwerów padło ofiarą osławionego Zeusa - trojana, za pomocą którego wyłudzane są dane. To oznacza, że co 14. zaatakowany na świecie serwer znajduje się właśnie u nas, pisze "Dziennik Gazeta Prawna".

Zeus infekował komputery instytucji państwowych i firm w 196 krajach. Skutecznie atakował m.in. Bank of America, NASA, Amazon. W Polsce na cel wziął sobie serwisy banków. Za jego pomocą przestępcy wyłudzali poufne dane dotyczące rachunków bankowych, a następnie okradali konta. Wirus najczęściej atakował strony iPKO.pl , BSK.com.pl i Pekao24.pl .

Z analiz Net Witness - amerykańskiej firmy zajmującej się bezpieczeństwem sieciowym - wynika, że spośród 74 tys. zaatakowanych w świecie serwerów, te należące do polskich firm i organizacji stanowiły aż 7 proc., a Polska zajęła pod tym względem siódme miejsce.
 
Zaprojektowany w taki sposób, by z zarażonych komputerów wykradać loginy i hasła potrzebne do zalogowania się w banku internetowym, ZeuS w ubiegłym roku stał się przebojem w przestępczym światku na Zachodzie.

Obecnie jest jednym z popularniejszych narzędzi przestępczych. A kupić może go każdy, tak jak kupuje się w internecie oprogramowanie antywirusowe. Podstawowa wersja kosztuje ok. 3 tys. dolarów (zaraża komputery, na których jest zainstalowany Windows XP, za wersję zgodną z Windows 7 i Vista trzeba dopłacić po 2 tys. dolarów).

Za dodatkową dopłatą "klienci" otrzymują dostęp do funkcji przejmowania kontroli nad zarażonymi komputerami (10 tys. dolarów) dokonywania transakcji z przejętego rachunku (1,5 tys. dolarów).

print



Skarbówka będzie kontrolować legalność oprogramowania

2011-03-21  |  Źródło: X-COM

Wydawałoby się, że kontrole skarbowe mają służyć dbaniu o interesy państwa. Okazuje się jednak, że organy utrzymywane z pieniędzy podatników będą też dbać o prywatne interesy podmiotów praw autorskich. Wszystko dzięki nowelizacji ustawy o kontroli skarbowej, która wchodzi w życie już w następnym tygodniu. To rzecz niebywała!

 

 

Opisywana nowelizacja wpisuje się pięknie w ogólnonarodową psychozę antypiracką, którą dodatkowo przypieczętowuje Państwo Polskie, którego organy często nie respektują obowiązującego prawa i potrafią np. zamykać legalnie działające serwisy internetowe.


Więcej >>


Oto bowiem już od 21 marca kontrole podatkowe mogą dodatkowo obejmować m.in. sprawdzanie legalności oprogramowania, z którego korzystają podatnicy. Takie właśnie uprawnienia zostały wprowadzone jeszcze w zeszłym roku w ustawie o kontroli skarbowej. Odpowiedni zapis dodała ustawa z dnia 25 czerwca 2010 r. o zmianie ustawy o kontroli skarbowej oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. z dnia 15 lipca 2010 r.). W art. 1 ustawy o kontroli skarbowej dodała ona ust. 2a, zgodnie z którym:

W ramach kontroli skarbowej prowadzonej w zakresie, o którym mowa w ust. 1 pkt 1-3, kontrola może obejmować również rozpoznawanie, wykrywanie, zapobieganie i zwalczanie przestępstw i wykroczeń przeciwko prawom własności intelektualnej.

 

O kontroli m.in. w zakresie legalności oprogramowania mają - w zależności od potrzeb - decydować dyrektorzy poszczególnych urzędów kontroli skarbowej.

Jest to rzecz niebywała (wiem, wiem, to ulubione sformułowanie Jarosława K., za którym osobiście nie przepadam, ale aż się ciśnie na usta ;). Oto bowiem organy państwowe, a w szczególności skarbówka, powinny dbać przede wszystkim o ochronę interesów finansowych Skarbu Państwa (co zresztą wynika bezpośrednio z brzmienia art. 1 ustawy o kontroli skarbowej). Natomiast piractwo uderza przecież głównie w interesy prywatnych podmiotów praw. Powstaje pytanie, dlaczego akurat kontrola skarbowa miałaby dbać właśnie o ich interesy?

Swoją drogą trudno się dziwić, nie jest to przecież odosobniony przypadek (choć chyba pierwszy wynikający wprost z ustawy), w którym organy państwa działają de facto na usługach prywatnych podmiotów. Przykładem mogą być wszelkie "antypirackie" naloty policji inspirowane zazwyczaj przez prywatne podmioty w rodzaju organizacji zbiorowego zarządzania, które potem fundują prywatne nagrody dla "dzielnych" policjantów (patrz sprawa odsiebie.com i słynne Złote Blachy).

print

Po raz 13. przedstawiciele jednostek policji, wyróżniających się skuteczną walką z piractwem komputerowym,

2011-03-20  |  Źródło: www.crn.pl

Coroczne nagrody przyznaje policjantom Koalicja Antypiracka, którą tworzą: Business Software Alliance, Fundacja Ochrony Twórczości Audiowizualnej oraz Związek Producentów Audio Video. Uroczystość wręczenia „Złotych Blach” tym razem odbyła się dwa miesiące później niż zwykle, a poprowadził ją Marek Staszewski, pełnomocnik ZPAV-u. Obecny był także komendant główny policji gen. ins. Andrzej Matejuk. Gośćmi honorowymi byli piosenkarz Krzysztof K.A.S.A. Kasowski oraz prezenterka Agnieszka Popielewicz.

Weterani z Katowic i Koszalina

Komendę Wojewódzką w Katowicach doceniono po raz trzeci. Tym razem została wyróżniona za przerwanie działalności jednego z filarów tzw. grupy warezowej, będącej częścią europejskiej organizacji przestępczej. Policjanci zajęli serwery, na których nielegalnie zwielokrotniano, a następnie udostępniano w strukturach „warez – TopSite” muzykę oraz inne treści chronione prawem. – Grupy warezowe tworzą zamknięte grona użytkowników Internetu, które za pośrednictwem sieci dokonują transferu dużej liczby plików z muzyką, filmami i grami komputerowymi, magazynowanych na serwerach mieszczących się np. za granicą. Pracowaliśmy wspólnie z policją belgijską, której funkcjonariusze, wiedzący o tym więcej niż my, twierdzą, że to był jeden z największych serwerów warezowych na świecie – wyjaśnia podinspektor Artur Kubiak z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Wojewódzkiej w Katowicach.

Trwają jeszcze czynności śledcze – zabezpieczono ponad 130 dysków, a ich zbadanie jest bardzo pracochłonne. Serwery sprawdzają biegli, m.in. w celu oszacowania wysokości poniesionych przez twórców strat (mówi się wstępnie o milionach dolarów), a na podstawie analizy logowań do serwerów ustalana jest liczebność grup przestępczych.

Komendę Wojewódzką w Koszalinie uhonorowano „Złotą Blachą” po raz drugi. Tym razem wyróżnienie trafiło do niej za całokształt działań. Ze względu na dobro śledztwa funkcjonariusze nie chcą mówić o toczących się postępowaniach, za które zostali nagrodzeni. – Dwie sprawy są w toku. Poniesione straty szacuje się na kilka milionów złotych. W jednym z tych przypadków czekamy na ocenę pokrzywdzonego, wiemy, że strata może przekroczyć 0,5 mln dol., w drugim zaś – ok. 1 mln zł. W obu sprawach łącznie podejrzanych jest o działalność przestępczą kilkanaście osób – mówi aspirant sztabowy Adam Pluta z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Wojewódzkiej w Koszalinie.

Laureaci „Złotych Blach” 2010

• Komenda Wojewódzka w Lublinie – m.in. za skuteczne działania przeciwko osobom wprowadzającym do obrotu produkty naruszające prawa do znaków towarowych

• Komenda Wojewódzka w Koszalinie – za całokształt działań przeciwko piractwu komputerowemu

• Komenda Wojewódzka w Katowicach – za przerwanie działalności jednego z filarów tzw. grupy warezowej


 

Więcej >>


Debiutanci z Lublina

Funkcjonariusze z Komendy Wojewódzkiej w Lublinie dostali wyróżnienie po raz pierwszy. Przyznano im je za skuteczne działania przeciwko osobom łamiącym prawa autorskie do utworów audiowizualnych w Internecie oraz wprowadzającym do obrotu produkty naruszające prawa do znaków towarowych. Chodzi m.in. o akcję przeciw organizatorom serwisu do wymiany plików filmowych filmowisko.net, a także o ogólnopolską akcję wymierzoną przeciwko osobom rozpowszechniającym chronione pliki filmowe i gry za pośrednictwem zajefajna.com i administrującym tym portalem. – Na bezpłatnym portalu filmowisko.net nielegalnie udostępniano kilka tysięcy filmów. W przestępczym procederze na terenie Polski brało udział trzech administratorów i dwóch uploaderów, zajmujących się rozpowszechnianiem filmów. Administratorzy czerpali też zyski z reklam zamieszczanych na stronie, która była atrakcyjna dla reklamodawców z racji kilku tysięcy odwiedzin dziennie. Wysokość szkód jest nadal szacowana przez biegłych – wyjaśnia komisarz Jarosław Cholewiński z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą lubelskiej Komendy Wojewódzkiej.

Koalicja Antypiracka doceniła również sprawne przeciwdziałanie funkcjonariuszy wprowadzaniu do obrotu podrobionych kart pamięci Sony PlayStation oraz urządzeń służących do obchodzenia zabezpieczeń przed nielegalnym zwielokrotnianiem i utrwalaniem utworów na konsolach PlayStation. – Przerobiono 1,5 tys. konsoli. FOTA wycenia straty z obejścia zabezpieczeń na jednej na ok. 1 tys. zł, co oznacza łącznie szkodę rzędu 1,5 mln zł – mówi podkomisarz Mariusz Kuszpit z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Wojewódzkiej w Lublinie.

print

Podszywają się pod UOKiK i wyłudzają

2011-03-03  | 

 

 

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów ostrzega przedsiębiorców przed osobami podszywającymi się pod asystentów Prezes UOKiK. Sprawa trafiła do Prokuratury.

Jeszcze w lutym br. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów otrzymał liczne informacje o działaniu osób dzwoniących do przedsiębiorców jakoby w imieniu Prezes UOKiK, Małgorzaty Krasnodębskiej-Tomkiel.

- Kontaktowali się z nami przedsiębiorcy, którzy nie połączyli rozmowy ze swoim prezesem z rzekomo asystentem Prezes UOKiK – tłumaczy Małgorzata Cieloch z UOKiK.


Więcej >>


 

W historii Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów podobne działania miały już miejsce, jednak nie były to sprawy identyczne. Urząd ostrzega i apeluje o rozwagę, przypominając jednocześnie, że prowadząc postępowania, może występować do przedsiębiorcy o udzielenie informacji tylko w formie pisemnej. Odbywa się to na podstawie przyjętych reguł wyznaczonych przez prawo z jasną informacją o osobie prowadzącej daną sprawę. Zawsze należy sprawdzić wiarygodność przesyłanej korespondencji, a w przypadku wątpliwości zawiadomić odpowiednie instytucje.

UOKiK zaznacza, że zgodnie z art. 227 kodeksu karnego „kto, podając się za funkcjonariusza publicznego albo wyzyskując błędne przeświadczenie o tym innej osoby, wykonuje czynność związaną z jego funkcją, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”.


UOKiK przekazał zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa do Prokuratury w Warszawie w celu ustalenia oszustów i oszacowania ew. strat.

 

 

print

Ściąganie plików z Internetu to nie przestępstwo!

2011-03-01  |  Źródło: student.lex.pl

 

Rozpowszechnienie dostępu do Internetu zrewolucjonizowało zakres spojrzenia na kwestię praw autorskich. Twórcy ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 1994 roku wielu rzeczy nie mogli przewidzieć. Jak w takim razie interpretować przepisy prawie pełnoletniej już ustawy w dzisiejszych realiach? Lista pytań dotyczących praw autorskich w Internecie wydaje się nie mieć końca. Na najczęściej zadawane odpowiada Marta Osowska, student.lex.pl.
 

 

Czy ściąganie muzyki to przestępstwo?

 

Ustawa nie wyszczególnia plików muzycznych jako szczególnej kategorii utworów. Należy traktować je tak samo jak filmy, obrazy, zdjęcia czy nawet artykuły prasowe. O ile odpowiedzialność karna za samo ściąganie plików jest wykluczona, o tyle kwestia odpowiedzialności cywilnej nie rysuje się już tak jednoznacznie. Art. 23 wspomnianej wyżej ustawy wyraźnie zezwala na nieodpłatne korzystanie z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego. Co to oznacza w praktyce? Najbardziej rozpowszechnione przykłady to oglądanie pobranych filmów czy muzyki umieszczonej w Internecie. Na stronach zakładanych przez fanów zespołów muzycznych często zamieszczone są pliki z ich twórczością. Użytkownik nie musi zastanawiać się, czy utwory zostały umieszczone tam legalnie, są bowiem już rozpowszechnione i nie jest wymagana zgoda twórcy na dalsze korzystanie z nich, oczywiście w granicach użytku osobistego.



Więcej >>



Czy ściąganie i oglądanie to coś innego?

Najczęściej rozważa się legalność ściągania plików na dysk komputera. Coraz więcej stron internetowych dysponuje jednak filmami, które można obejrzeć w tak zwanym streamingu, bez możliwości ich pobrania. Pod względem prawnym nie ma żadnej różnicy, czy ściągniemy plik na dysk, żeby go obejrzeć, czy zrobimy to z poziomu przeglądarki. W sensie technicznym, nawet plik oglądany w streamingu przez pewien czas i tak znajduje się na naszym twardym dysku. Powodem surowszego traktowania ściągania może być obawa przed dalszym udostępnianiem go poza granicami dozwolonego użytku osobistego. Jednak umieszczenie linku do strony internetowej z filmem np. na tablicy serwisu społecznościowego również będzie wyjściem poza dozwolony użytek osobisty.


Czy można samodzielnie nagrać płytę z muzyką i wręczyć ją w prezencie urodzinowym?



Zakres dozwolonego użytku osobistego pozwala na korzystanie z utworu nie tylko przez osobę, która plik pobrała, ale również przez krąg osób pozostający z nią w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego. Rodzinne oglądanie filmu ściągniętego z Internetu czy podarowanie bliskiej osobie płyty z wybranymi przez siebie utworami spełnia wymóg korzystania z utworu w ramach dozwolonego użytku osobistego. Nawet jeśli pobrany film czy muzyka znalazły się w sieci nielegalnie, pobierający może powołać się na dozwolony użytek osobisty, o ile za zgodą twórcy można było je również kupić w sklepie na płycie CD czy DVD.

Dyskusja na temat praw autorskich w sieci trwa, a zdania na temat wielu związanych z nimi kwestii są podzielone.

print

Najbardziej niebezpieczne oprogramowanie na świecie

2011-02-24  |  Źródło: wp.pl

 

Błędy w programowaniu sprawiają, że zwykła aplikacja może stać się naprawdę niebezpieczna. Efekty błędów są różne: począwszy od banalnego zawieszenia systemu, kończąc na utracie danych. Jednak zazwyczaj można się przed tym obronić.

 
 

(fot. via chip.pl)



W żadnym wypadku nie odpowiadam za to, że użytkownik jest tak głupi, aby kliknąć odsyłacz w emailu – oświadczył Daniel Kerr, szef projektu OpenCart (pakietu do tworzenia e-sklepów). Niewielu programistów pozwala sobie na tak szczere wypowiedzi, ale większość tak właśnie myśli. W tym środowisku uważa się, że największym niebezpieczeństwem dla oprogramowania jest… użytkownik. To się nawet zgadza – wiele ataków nie miałoby miejsca bez aktywnej kooperacji obsługującego aplikację, ale nie zapominajmy, że to dopiero ostatnie ogniwo w łańcuchu – pierwszym jest zawsze błąd programisty.

Potentaci tacy jak Microsoft, Oracle i Symantec oraz czterdzieści innych firm zajmujących się bezpieczeństwem komputerów, sporządzili zestawienie najgorszych błędów programistycznych (patrz tabela). Jeśli porówna się je z listą aktualnych luk w oprogramowaniu, okaże się że mnóstwo błędów czai się w znanych aplikacjach. Użytkownik może się przygotować na takie ukryte niespodzianki jedynie częściowo albo używać tych programów (patrz infografika obok) z rozsądkiem. Za każdym razem, gdy inteligencja programistów zawodzi, musi bowiem skorzystać z własnej.
 


Więcej >>


Zainfekowane witryny



Na czele rankingu największych luk znajduje się oprogramowanie, który nie pracuje lokalnie na komputerze użytkownika, lecz w Sieci. A to za sprawą dwóch hakerskich technik: cross-site scripting (XSS) oraz SQL Injection. Problem bierze się stąd, że użytkownik musi założyć prawidłowe działanie zdalnej aplikacji – przecież jej kod jest wykonywany w środowisku, które powinno go nadzorować. I tak się dzieje. Ale nie w obu wspomnianych scenariuszach. Przy SQL Injection złośliwym kodem jest wartość pola w bazie danych, w które za pomocą skryptu CGI zostaje wpisany wykonywalny rozkaz SQL. Z kolei w wypadku XSS zainfekowane odsyłacze wstawiają polecenia skryptowe w pola formularza atakowanej witryny.

Tę sztuczkę odczuł na własnej skórze nawet Google – w czerwcu tego roku okazało się, że na XSS jest podatny Gmail. Google stosował jako wskaźnik pobierania filmik we fleszu »uploaderapi2.swf«, a sterować daje się nie tylko formularzami, ale również filmami. W tym przypadku Google zezwalał na wykonanie nieautoryzowanego skryptu do momentu, gdy użytkownik klikał zainfekowany odsyłacz. W czasie tej akcji użytkownik był zalogowany do swego konta Gmail – często zresztą po raz ostatni, ponieważ haker uzyskiwał wtedy dostęp nie tylko do emaili ofiary, ale także mógł wykraść wszystkie dane dostępowe, a więc w praktyce przejąć całe jego konto.

Technologia XSS wykorzystująca flash to niedocenianie zagrożenie. Na początku roku haker MustLive zwrócił uwagę na podatność na ataki pliku »tagcloud.swf«, używanego w aplikacji blogowej WordPressa. Po wpisaniu nazwy zasobu w Google haker otrzymał dziesięć milionów trafień, a każde z nich to luka bezpieczeństwa.

Ryzyko związane z XSS rośnie, gdy zawodzą mechanizmy ochronne przeglądarki. Tak się działo np. z Internet Explorerem, którego filtr XSS był podatny na ataki tego typu. Haker, który wykorzystał lukę w filtrze, mógł stosować XSS w bezpiecznych serwisach, takich jak Bing, Google czy Wikipedia. Obecnie trwa dyskusja ekspertów, czy nie lepiej w ogóle ten filtr wyłączyć.



To możemy zrobić


Nie wierzmy w to, że programiści zabezpieczyli swoje serwisy przeciwko XSS. Dlatego zanim wejdziemy na podejrzaną witrynę, powinniśmy wyłączyć w przeglądarce obsługę skryptów. W Firefoksie efektywnie chroni rozszerzenie NoScript. Pamiętajmy też, żeby na nowe strony wchodzić przez pasek adresowy przeglądarki, a nie przez zewnętrzne odsyłacze.
 

 

Zhakowane konta sieciowe


Zdecydowanie wysoko na skali zagrożeń są umieszczone też ataki, które nieznacznie modyfikują formułę XSS, takie jak akceptacja zmanipulowanych zapytań, czyli crosssite request forgery (CSRF). Podobnie jak przy XSS użytkownik jest tu nakłaniany do kliknięcia niebezpiecznego odsyłacza, np. skróconej wersji adresu URL. W ten sposób do przeglądarki przemyca się kod wykonywalny. Jednak inaczej niż w przypadku XSS, ujawnia się on dopiero później, gdy użytkownik jest zalogowany do strony, którą haker chce zaatakować.

W wielu serwisach wymagających logowania konieczna jest tylko pierwsza autoryzacja. Gdy użytkownik zaznaczy przełącznik, że chce być trwale zalogowany, np. »nie wylogowuj mnie« w Faceboooku, jego dane zostaną zapamiętane przez identyfikator sesji w pliku cookie. Za pomocą CSRF haker może odczytać te informacje, zalogować się jako zarejestrowany użytkownik i w jego imieniu przeprowadzać różne działania.

Za pomocą CSRF zostało przechwyconych mnóstwo kont w największej na świecie wypożyczalni płyt DVD – Netflix. Później na koszt ich właścicieli zamawiano płyty, które serwis wysyłał pod podane adresy. W ten sposób są również regularnie czyszczone konta finansowe instytucji naukowych i charytatywnych w krajach takich jak Senegal czy Wybrzeże Kości Słoniowej – pieniądze pochodzą z dotacji ONZ, a dostęp do nich nie wymaga numeru PIN. Przed trzema miesiącami ofi arą CSRF stał się też znany portal z filmami wideo – Video.com. Konsekwencje były relatywnie mniejsze: w imieniu przejętych kont hakerzy wysyłali do serwisu kontrowersyjne filmy, dodawali obsceniczne komentarze, a czasami zmieniali dane personalne i dostępowe.



To możemy zrobić


Użytkowników Firefoksa zabezpieczy rozszerzenie CsFire. Kto nie surfuje z ognistym listem, powinien regularnie usuwać pliki cookie, aby unikać automatycznego logowania.


Odstrzelone programy



Ekspert od zabezpieczeń komputerowych, Peter van Eeckhoutte, opisuje odkrytą przez siebie lukę bezpieczeństwa jednym słowem: „Boom!”. Chodzi o błąd przepełnienia bufora, który ujawnia się w popularnym narzędziu Easy RM to MP3 Converter, gdy obsługiwana przez niego playlista w formacie M3U zbliża się do 30 000 wpisów.

Luka bezpieczeństwa przy ataku typu przepełnienie bufora otwiera się, gdy informacje stanowiące dane programu zostają przez system potraktowane jak kod wykonywalny. W omawianym przypadku, gdy liczba wpisów na playliście osiągała 26 090, van Eeckhoutte mógł zapisać w pamięci operacyjnej instrukcje, które określały, co konwerter ma zrobić po przeczytaniu pliku M3U. Bazując na tym, ekspert uruchamiał usługę Windows Telnet, aby połączyć się ze zdalnym komputerem.

Na takie ataki podatne jest oprogramowanie tworzone w językach C albo C++, które sięgają bezpośrednio do hardware’u. Taki soft ware musi polegać wyłącznie na zarządzaniu pamięci, którą zaimplementowano w CPU. W taki schemat działania wpisują się wszystkie tradycyjne programy: od Firefoksa przez Nero aż po Photoshopa. Programista może wprawdzie nadzorować od strony software’owej obszary pamięci, do których aplikacja wpisuje dane. Jednak potrzebny do tego kod trzeba tworzyć oddzielnie dla każdej funkcji i procedury, co dla małych narzędzi oznacza wzrost nakładów pracy i spadek wydajności działającej aplikacji.

Relatywnie odporne na przepełnienie bufora są natomiast narzędzia działające na platformach Runtime takich jak Java czy .NET, ponieważ wtedy przydział zasobów pamięci jest dodatkowo monitorowany przez środowisko uruchomieniowe. Ale nie za darmo – dodatkowy nadzór oznacza zawsze spadek wydajności. Co gorsza, takie podejście też nie jest do końca bezpieczne – haker ma spore możliwości, gdy błędy ujawnią się w Runtimie. A to zdarza się nierzadko – w 2010 r. tylko dla Javy odkryto aż 20 nowych luk w zabezpieczeniach.

To możemy zrobić

Uaktualniajmy na bieżąco nasze oprogramowanie, aby pozamykać odkryte luki. Windows XP, niestety, ułatwia życie hakerom – uruchomiony w tym systemie program z prawami administratora, w którym wystąpi przepełnienie bufora, przekazuje te prawa wrogiemu kodowi. To zaś oznacza poważne zagrożenie. Gdy natomiast używamy Visty albo „Siódemki” i aktywujemy w nich Kontrolę Konta Użytkownika, jesteśmy chronieni dodatkowo.


Przepełniona przeglądarka


Wiele przeglądarek ma wbudowaną ochronę określonych typów przepełnienia bufora. Kontroluje ona poprawność skoków powrotnych z procedur, których manipulowanie stanowi jądro techniki Buffer Overflow. Ale przepełnienie pamięci powstaje także w wyniku wielu innych błędów programistycznych, które mają związek z niekompletnym zarządzeniem zasobami pamięci.

W ten sposób w Operze do wersji 10.50 można było wywołać przepełnienie zakresu liczb całkowitych, czyli błąd typu Integer Overflow (patrz nr 17 w tabeli). Haker osiągał to przez ustawienie w nagłówku dokumentu HTML bardzo dużej liczby dla wartości »Content Length«. Mówi on przeglądarce, jak wielki jest przetwarzany obecnie dokument, i gdy liczba ta miała więcej niż 20 pozycji, Opera zawieszała się. Powód? Nie zgadzało się wyliczenie koniecznego do jej wyświetlenia obszaru pamięci – błąd 18.

Jednak według opinii programistów Opery taki skutek powodowało jedynie użycie liczb większych niż 263-1. A to za sprawą błędnie napisanej procedury konwersji, która dawała na wyjściu niemożliwą, a tym samym nieuwzględnioną przez resztę kodu wartość ujemną. To zaś powodowało zawieszenie się Opery i pozwalało hakerowi na kopiowanie w inne miejsca dowolnych części zajętej przez nią pamięci operacyjnej.

Niedawne odkrycie błędu typu Integer Overflow w Chromie kosztowało Google 1300 dolarów. Była to najwyższa kwota, jaką koncern wydał do tej pory w ramach programu „Chromium Security”. W przeglądarce tej do błędu przepełnienia bufora prowadził źle napisany silnik WebGL – standardu obsługującego operacje 3D – który używa do skomplikowanych obliczeń numerycznych zasobów karty graficznej.

 


(fot. via chip.pl)

To możemy zrobić



Możliwości użytkownika są ograniczone – wyłączenie określonych funkcji przeglądarki na nic się zda, jeśli błędy dotyczą podstawowego przetwarzania kodu HTML. Najrozsądniej byłoby przesiąść się na przeglądarkę najmniej podatną na błędy związane z przepełnieniem pamięci. Najwięcej luk w ostatnich trzech miesiącach, bo aż dziesięć, wykryto w Firefoksie; najmniej w Operze – tylko jedną, którą szybko załatano. Dobrym wyborem może też być Chrome – tylko trzy otwarte luki.


Zrujnowany przez skaner AV


Wraz z zainstalowaniem skanera antywirusowego na pecetach z Windows zaczyna się automatyczna aktualizacja sygnatur i programów. Niby wszystko gra, ale tylko „niby”, ponieważ procedura ta, aby prawidłowo funkcjonować, musi być uruchomiona z prawami administratora. A wtedy, gdy pojawia się błąd, dochodzi do najgorszego: system nie tyle się zawiesza, ile zostaje dosłownie zrujnowany – co mimowolnie zademonstrował w kwietniu tego roku specjalista od spraw bezpieczeństwa z firmy McAfee.

Wadliwe dane sygnatur siały wtedy spustoszenie w szeregach komputerów z systemem Windows, ponieważ kwalifikowały popularny proces systemowy »svchost.exe« jako kod wirusa i „dezynfekowały” go. Przyczyna błędu leżała według McAfee w braku kontroli jakości: ani nie przeprowadzono standardowego sprawdzania kodu sygnatur, ani nie przetestowano ich pod Windows XP z Service Packiem 3. Skonfundowani użytkownicy musieli więc uruchamiać Windows w trybie awaryjnym i ręcznie wgrywać poprawione sygnatury z klucza USB. Ta katastrofa dosłownie rozsadza ramy 25 najgorszych przewin programistycznych. McAfee przyznał się do błędów numer 7, 8, 9, 16 i 22, ale nawet to nie pozwoliło objaśnić łańcucha przyczyn, który wtedy wystąpił.

Ale McAfee nie jest osamotniony na polu tworzenia nowych atrakcji dla użytkowników antywirusów: poważne błędy zawierają również moduły aktualizacyjne innych wytwórców. W dużej mierze dlatego, że wielu z nich buduje swoje interfejsy na bazie podatnej na ataki technologii ActiveX, która w ostatnich miesiącach dzięki 13 lukom bezpieczeństwa stoi wysoko na liście niebezpiecznego software’u. Przykładowo moduł ActiveX skanera Pandy chce ściągać aktualizacje programu, nie weryfikując ich źródła. Podobnie jest z antywirusem firmy Symantec – jeden z jego elementów – także technologia ActiveX – w lutym tego roku był podatny na atak przepełnienia bufora.


To możemy zrobić


Nic, ponieważ na tego typu błędy w antywirusach pomaga albo ich całkowite nieużywanie, albo wyłączenie automatycznej aktualizacji sygnatur. Tyle że w ten sposób jeszcze bardziej narażamy peceta. Nie pozostaje zatem nic innego jak wierzyć w to, że programiści nie będą popełniać krytycznych błędów, ale jeśli takowe się pojawią, szybko je wykryją i usuną.


Te narzędzia pomogą przy oprogramowaniu z błędami


Za pomocą wybranych środków możemy się obronić przed najczęstszymi błędami programistycznymi.

Rozbudowa przeglądarki
Popularny Firefox ma wiele niezałatanych luk, ale żadna inna przeglądarka nie daje się tak dobrze zabezpieczyć przez plug-iny: NoScript chroni przed XSS i atakami bazującymi na skryptach, CsFire zabezpiecza przed techniką cross-site request forgery (CSRF).

Aktualizacja software'u
Po odkryciu luki programiści starają się ją zamknąć tak szybko, jak to możliwe. To użyteczne, ale tylko wtedy, gdy nowa wersja Za pomocą wybranych środków możemy się obronić przed najczęstszymi błędami programistycznymi. Prawie wszystkie narzędzia zamieściliśmy na naszej płycie. szybko dociera do użytkownika. Secunia Personal Software Inspector automatycznie informuje, gdy nowe, poprawione wydanie programu jest do pobrania.

Izolacja programów
Niekiedy upływa wiele dni, zanim powstanie nowa łatka. Do tego czasu dziurawe programy nie są dostatecznie chronione. Pomoże Sandboxie, który uruchamia niepewne aplikacje we własnym, izolowanym od systemu środowisku.


 

Niebezpieczne oprogramowanie 2 Niebezpieczne oprogramowanie
print

Agencja reklamowa przyłapana na piractwie. Programy za 200 tys. złotych

2011-02-11  |  Źródło: Alert24.pl


Policjanci z pionu do walki z przestępczością gospodarczą w Białymstoku zabezpieczyli 8 komputerów, laptop, serwer i ponad 100 płyt w jednej z agencji reklamowych. Firma korzystała z nielegalnego oprogramowania o łącznej wartości 200 tysięcy złotych.

 

 

 

 

Rankiem 9 lutego, funkcjonariusze Wydziałów do Walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Wojewódzkiej i Miejskiej Policji w Białymstoku wkroczyli do jednej z miejskich agencji reklamowych. Policjanci we współpracy z przedstawicielami producentów oprogramowania ustalili, że w firmie pracuje się na komputerach z zainstalowanym nielegalnym oprogramowaniem. W toku działań okazało się, że były to między innymi programy graficzne i inne, które nie mają aktualnej licencji. Właściciel agencji nie przedłużał umowy licencyjnej, która prawie dwa lata temu straciła ważność. Dodatkowo na komputerach zainstalowane były także nielegalne pakiety biurowe.

- Policjanci zabezpieczyli 8 komputerów służących do projektowania grafiki, laptopa, serwer i ponad 100 płyt z oprogramowaniem. Biegły z zakresu informatyki wstępnie oszacował straty poniesione przez firmy będące twórcami programów na 200 tysięcy złotych - informuje serwis Sztab Antypiracki. Zabezpieczone komputery trafiły do szczegółowej analizy.

 

 


Więcej >>


 

Właściciel agencji za nielegalne korzystanie z programów odpowie przed sądem. Zgodnie z kodeksem karnym za uzyskanie cudzego programu do osiągnięcia korzyści majątkowej grozi kara nawet do 5 lat pozbawienia wolności.

Postępowanie w tej sprawie nadzoruje Prokuratura Rejonowa Białystok Północ. zapowiada, że będzie na bieżąco monitorował jego przebieg.

 

 

print

Dzień Bezpiecznego Internetu

2011-02-08  | 

 

Dzień Bezpiecznego Internetu (DBI) obchodzony jest z inicjatywy Komisji Europejskiej od 2004 roku i ma na celu inicjowanie i propagowanie działań na rzecz bezpiecznego dostępu dzieci i młodzieży do zasobów internetowych. W roku 2011 obchody DBI przypadają na 8 lutego.

 

 

W Polsce Dzień Bezpiecznego Internetu od 2005 roku organizowany jest przez Fundację Dzieci Niczyje oraz Naukową i Akademicką Sieć Komputerową (NASK) – realizatorów unijnego programu „Safer Internet”. Głównym partnerem DBI 2011 jest Fundacja Orange.

Główną ideą narodowych obchodów DBI jest inicjowanie lokalnych działań, w ramach których dzieci, młodzież i nauczyciele aktywnie angażują się w prace nad projektami poświęconymi bezpieczeństwu w Sieci. Z okazji DBI organizowane są w całej Polsce zajęcia edukacyjne, happeningi, kampanie informacyjne, konkursy i inne akcje, które trwają przez cały miesiąc luty.

Organizatorzy chcąc jak najszerzej promować obchody tego święta w Polsce oraz zachęcić szkoły do zaangażowania w działania na rzecz bezpieczeństwa online udostępniają w Internecie szeroką ofertę materiałów edukacyjnych, takich jak: scenariusze zajęć, kursy e-learning oraz materiały multimedialne. Szkoły, które przygotują obchody Dnia Bezpiecznego Internetu mogą wziąć udział w konkursach przygotowanych przez organizatorów i partnerów DBI w Polsce.


Więcej >>


W tym roku tematem przewodnim międzynarodowego Dnia Bezpiecznego Internetu są wirtualne światy. Młodzi ludzie spędzają coraz więcej czasu online, konfrontując się z wyzwaniami i problemami związanymi z ochroną swojej prywatności, bezpieczeństwem czy własnym wizerunkiem. Tegoroczne hasło – „Internet to więcej niż zabawa. To Twoje życie” - ma na celu zwrócenie uwagi na wpływ i konsekwencje internetowej aktywności dzieci i młodzieży.

Stowarzyszenie Insafe, które koordynuje DBI na szczeblu międzynarodowym przygotowuje też propozycje edukacyjne dla szkół w całej Europie m.in. quiz dotyczący zagadnień z kultury i historii europejskiej, edukacji medialnej oraz tematyki bezpieczeństwa w Internecie.

Wszelkie informacje o przebiegu Dnia Bezpiecznego Internetu 2011 publikowane są w serwisie www.dbi.pl oraz www.dzieckowsieci.pl. Dzieci znajdą też informacje o DBI w serwisie www.sieciaki.pl.

print

Nalot Policji na piratów komputerowych w Opolu

2011-02-08  | 


Opolscy policjanci zajmujący się zwalczaniem przestępczości komputerowej zabezpieczyli sprzęt komputerowy i nielegalnie skopiowane oprogramowanie o wartości 65 000 zł. Właściciele zabezpieczonych przedmiotów muszą liczyć się z odpowiedzialnością karną i finansową. Grozi im nawet do 5 lat pozbawienia wolności.

 



Opolscy policjanci zajmujący się zwalczaniem przestępczości komputerowej uzyskali informację, że w jednej z firm na terenie powiatu opolskiego prawdopodobnie dochodzi do łamania technicznych zabezpieczeń w konsolach do gier. 31 stycznia funkcjonariusze przeszukali pomieszczenia tej firmy. W czynnościach wspólnie z policjantami uczestniczył biegły z zakresu informatyki.

Prowadzone przez funkcjonariuszy działania doprowadziły do zabezpieczenia 3 komputerów przenośnych z zainstalowanymi najprawdopodobniej nielegalnymi programami operacyjnymi i użytkowymi firm Corel i Microsoft. Ponadto zabezpieczono 29 konsol xbox360, konsolę psp, 55 płyt CD i DVD zawierających nielegalne kopie programów komputerowych. Szacunkowa wartość zabezpieczonego mienia wynosi 50 000 zł.


Więcej >>


policjanci, realizując podobną sprawę, zabezpieczyli w prywatnym mieszkaniu w Opolu u mężczyzny ogłaszającego świadczenie usług w zakresie przerabiania konsol do gier, przerobioną konsolę xbox360, komputer z nielicencjonowanym oprogramowaniem oraz oprogramowaniem umożliwiającym przerabianie konsol. W mieszkaniu zabezpieczono również 50 płyt z nielegalnie skopiowanymi programami. Wartość mienia wyniosła w tym przypadku 15 000 zł.

Przypominamy, że zgodnie z Ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych za opisane czyny może grozić kara nawet do 5 lat pozbawienia wolności. Oprócz odpowiedzialności karnej, mężczyźni muszą liczyć się w wysokimi kosztami odszkodowań na rzecz właścicieli programów

print

Chroń dzieci w sieci

2011-02-04  |  Źródło: metro.pl

 

Szukacie w sklepie ubranek dla dziecka, a w ręce wpada wam wieszak z białymi majteczkami, pod które próbuje sięgnąć internetowa łapa. Zszokowani? To nic, w porównaniu z tym, co wasze dziecko może znaleźć w sieci

Chcemy dotrzeć do rodziców niekonwencjonalną drogą. Krzyknąć, że bezpieczeństwo dzieci w sieci jest ważne. Nie chodzi o demonizowanie internetu, a raczej o uświadomienie, że krzywdy wyrządzone dziecku w świecie wirtualnym, nie znikną wraz z wyłączeniem komputera - mówi Łukasz Wojtasik z Fundacji Dzieci Niczyje. To ona przygotowała sklepową kampanię z majtkami. - Dla dziecka przypadkowy kontakt w sieci z przemocą czy pornografią może być szokiem. Liczymy na podobny szok u rodziców, kiedy w trakcie zakupów natrafią np. na ostrzeżenia przed pedofilią.

Jak pokazują badania przeprowadzone w 2010 r. przez Lucynę Kirwil z SWPS wśród dzieci w wieku 9-16 lat i ich rodziców, polscy rodzice raczej nie mają świadomości, że ich pociechy mogą w internecie zetknąć się z seksem, agresją, narkotykami czy promowaniem anoreksji. Tylko 8 proc. wie, że ich dzieci miały jakieś negatywne przeżycia związane z internetem. Aż 85 proc. rodziców, których dzieci otrzymały przekazy związane z seksem, jest przekonana, że takie treści do nich nie trafiły nigdy.


Więcej >>


- Jeśli wasze dzieci mają 3 lata, to wkrótce sięgną po komputerową myszkę. Jeśli 5 lat, to pewnie pierwsze doświadczenia mają już za sobą i za chwilę będziecie się mogli dużo od nich nauczyć - mówi Wojtasik.

To rodzic musi nauczyć dziecko bezpiecznego korzystania z sieci, czy zasady ograniczonego zaufania do znajdowanych tam informacji i nowo poznawanych osób. Tymczasem dorośli bywają wzorem lekkomyślności. Aż 20 proc. spośród tysiąca rodziców zbadanych przez Fundację Dzieci Niczyje, publikuje w internecie zdjęcia swoich dzieci nago! A przecież nigdy nie możemy być pewni, kto i w jakim celu je ogląda.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o tym, jak zapewnić dziecku bezpieczeństwo w internecie, wejdź na naszą stronę http://gmit.pl/bezpieczenstwo/informatyczne/pl/dziecko.


print

25 lat wirusów komputerowych

2011-02-02  |  Źródło :heise-online.pl

 

W styczniu 1986 roku po raz pierwszy wykryty został wirus, który infekował komputery kompatybilne z maszyną IBM PC. W tym celu "szkodnik" o nazwie Brain ukrywał się w sektorze starrtowym dyskietek DOS-a. Brain został napisany przez dwóch braci z Pakistanu, aby "chronić ich oprogramowanie medyczne przed naruszeniami prawa autorskiego" – takie wyjaśnienie podaje Wikipedia, cytując wywiad z braćmi udzielony dziennikowi "Timesa".



 

Prawie dwadzieścia lat później medialny gigant Sony BMG stworzył system ochrony przed kopiowaniem, który potajemnie zakradał się do systemu, na którym odtwarzany był chroniony przed powielaniem dysk CD. Aby ukryć się przed systemem i przed użytkownikami, wykorzystywał on metody charakterystyczne dla rootkitów. W konsekwencji tego różni spryciarze używali tej czapki niewidki, aby ukrywać się przed oprogramowaniem antywirusowym. Dziś programy posługujące się taką ochroną przed kopiowaniem są już oficjalnie klasyfikowane jako malware, a metoda jest powszechnie znana pod nazwą rootkit Sony.
 


Więcej >>


 

Brain nie był jednak pierwszym wirusem komputerowym. Ten wątpliwy tytuł lidera przypisuje się Elk Clonerowi, który infekował sektor rozruchowy komputerów Apple II. Dziś prawie wszystkie "szkodliwe programy są pisane dla systemów z rodziny Windows. Zwykle wykradają dane z serwisów bankowości elektronicznej lub tworzą sieci botów wykorzystywanych do rozsyłania spamu i ataków DDoS. Nie są to już jednak klasyczne wirusy, które rozpowszechniają się drogą infekowania plików albo nośników danych. Tym niemniej pojęcie "wirus" na przestrzeni lat przekształciło się w ogólne pojęcie oznaczające "szkodniki" komputerowe wszelkiego rodzaju.

Z tego szeregu wyłamują się programy szpiegowskie, które polują na określone informacje albo osoby. Takie "szkodniki" są dopasowywane do wymagań każdej z platform i może to być równie dobrze GNU/Linux, jak i Mac OS X. Osobną kategorię stanowią także programy do sabotażu, np. Stuxnet.

 

print

Google cenzuruje internet

2011-01-28  |  Źródło:wp.pl

 

Google po naciskach ze strony przedstawicieli przemysłu rozrywkowego wreszcie ugięło się i w swoim flagowym produkcie - wyszukiwarce internetowej - po cichu wprowadziło filtrowanie podpowiedzi wyświetlanych podczas wpisywania zapytania. Silnik wyszukiwania został zmodyfikowany w taki sposób, aby utrudniał wyszukiwanie haseł związanych z oprogramowaniem i sieciami P2P oraz serwisami oferującymi hosting plików - kojarzącymi się z piractwem.



Jak pokazał czas, przedstawiciele przemysłu rozrywkowego, w tym m.in. amerykańskie stowarzyszenie mające na celu dbanie o interesy amerykańskich studiów filmowych (MPAA) oraz zrzeszenie amerykańskich wydawców muzyki (RIAA) dopięli swego. W wyplenieniu piractwa ma im pomóc potentat branży internetowej - Google. Kilka tygodni temu firma ogłosiła, iż zamierza filtrować podpowiedzi i wyniki dynamicznego wyszukiwania, wyświetlające się podczas wpisywania zapytania do wyszukiwarki Google. Od wczoraj sami możemy przekonać się jak działa zmodyfikowany silnik wyszukiwania. Na czarnej liście blokowanych haseł znalazły się takie słowa kluczowe jak: "BitTorrent", "torrent", "uTorrent", "RapidShare" czy "Megaupload". Aktualnie, wyniki wyszukiwania zwracają poprawne rezultaty, jednak kroki przedsięwzięte przez Google wyraźnie pokazują, że w przyszłości korporacja może chcieć cenzurować wybrane treści.

 

Działanie Google może wydawać się kontrowersyjne, gdyż protokół wymiany i dystrybucji plików przez internet - BitTorrent oraz klient tej sieci - uTorrent same w sobie nie są nielegalne. To samo można powiedzieć o takich serwisach jak RapidShare czy Megaupload. Problem dotyczy postępowania ich użytkowników, którzy wykorzystują je do udostępniania treści chronionych prawami autorskimi. Czy sposób w jaki Google zamierza walczyć z piractwem w internecie jest słuszny? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Z pewnością znajdzie się tyle samo przeciwników, co zwolenników nowej polityki Google. Ci ostatni być może zmienią swoje zdanie, jeśli bliżej przyjrzą się całej sprawie.

Krzywdzące dla użytkowników wyszukiwarki może być to, iż do wszystkich wpisywanych fraz ze słowem "torrent" podpowiedzi nie są wyświetlane. Przykładowo, jeśli będziemy chcieli wyszukać w internecie obraz z dystrybucją systemu operacyjnego Ubuntu, wyszukiwarka Google nam tego nie ułatwi. W sieci dostępnych jest mnóstwo gier, filmów, programów i innych treści dostępnych całkowicie legalnie i za darmo. Przez działania Google ich wyszukiwanie zostało znacznie utrudnione.

 


Więcej >>


 

Redaktorzy bloga TorrentFreaks zwrócili się do przedstawicieli BitTorrent'a, z prośbą o komentarz do kroków podjętych przez Google. Zastępca dyrektora ds. marketingu Simon Morris jest przekonany, że zakres działania filtra jest zbyt szeroki. "Szanujemy prawo Google'a do decydowania o zasadach działania algorytmów wyszukiwania. BitTorrent jest jednak w pewnym sensie unikalnym znakiem towarowym naszej firmy. Jesteśmy przekonani o tym, że każdy użytkownik internetu wpisując do wyszukiwarki sześć lub siedem pierwszych liter nazwy naszej marki powinien mieć taki sam łatwy dostęp do jej wyszukania, jak jest to w przypadku innych firm." - powiedział Simon Morris. Dodał również, że "szybkie wyszukiwanie z użyciem słowa kluczowego BitTorrent zwraca wiele przydatnych linków, zawierających informację o naszej firmie, oprogramowaniu oraz otwarto-źródłowym protokole. Być może Google nie zdaje sobie sprawy, że nasze rozwiązania dają duże możliwości przemysłowi związanemu z technologiami, przedsiębiorstwom, artystom i konsumentom."

Najbardziej zaskakujące w działaniu nowego filtra Google jest to, że działa on w sposób arbitralny. Wyklucza takie klienty sieci BitTorrent jak uTorrent czy Xuneli, ale już nie równie popularnego BitCometa, BitLorda czy Vuze. Podobnie jest w przypadku serwisów oferujących hosting plików - blokowany jest RapidShare oraz Megaupload, a podpowiedzi dla równie popularnych 4shared, HotFile czy MediaFire są dopuszczone. Ciekawe jest również to, że na czarnej liście nie znalazły się strony z torrentami takie jak The Pirate Bay czy Isohunt.

Być może Google kierował się globalną popularnością blokowanych słów kluczowych w 2010 roku. Tylko hasło "torrent" w ciągu każdego miesiąca było wpisywane w Google średnio 151 000 000 razy. Słowo to cieszyło się bardzo dużą popularnością w takich krajach jak Indie, Węgry, Korea Południowa, Rumunia, Chorwacja, Gabon, Senegal, Macedonia czy Włochy. Rapidshare może pochwalić się słabszymi wynikami - hasło wyszukiwane było średnio 55 600 000 razy w miesiącu - najczęściej w Czechach, Grecji, Republice Mauritiusu, Polsce, Niemczech, Kambodży, Słowacji, Madagaskarze, Albanii i Pakistanie.

 

 

print

Cyberprzestępcy wykorzystują zamach na lotnisku w Moskwie

2011-01-27  |  Źródło: RMF.FM

 

Dostałeś mail na temat ostatniego zamachu w Moskwie? Najlepiej go nie otwieraj. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ostrzega przez atakiem cyberprzestępców. Wykorzystują oni zamach na lotnisku Domodiedowo do rozsyłania poczty zawierającej złośliwe oprogramowanie.

 

 

 

 

Przede wszystkim trzeba zwracać uwagę na korespondencję wysyłaną z kont utworzonych w serwisie Gmail. W tytule niebezpiecznych maili jest odniesienie do tragedii w Moskwie. Te wiadomości w załącznikach pdf zawierają oprogramowanie. Otwarcie takiego załącznika poważnie infekuje system.

ABW ostrzega też przed stronami na temat zamachu w Moskwie, które zawierają złośliwe oprogramowanie. Według naszych służb takie strony są bardzo wysoko pozycjonowane w wyszukiwarkach internetowych i zawirusowują komputery osób, które wchodzą na te witryny. Zachowajmy więc dużą ostrożność szukając w sieci informacji o tragedii w Domodiedowie.

Cyberprzestępcy często wykorzystują jako "haczyk", mający przyciągnąć użytkowników internetu, dramatyczne, głośne wydarzenia z ostatnich godzin. Zamieszczają np. w tytułach wiadomości słowa kluczowe z nimi związane.


print

Co drugi Polak nie wie, co jego dzieci robią w internecie

2011-01-24  |  Źródło: wp.pl

Pod koniec 2010 r. Instytut GFK Polonia wykonał na zlecenie Linksys by Cisco badanie internetowe wśród polskich użytkowników routerów, pytając ich o kwestie bezpieczeństwa w sieci. Okazuje się, że duża część Polaków uważa, że problem bezpieczeństwa nie dotyczy ich bezpośrednio. Znaczny odsetek respondentów (40%) nie orientuje się, czy w ciągu minionego roku wobec ich komputera (routera, programu pocztowego) miały miejsce próby ataku i pokonania zabezpieczeń.

 



 

Co ciekawe, większość badanych jest przekonanych, że podobne zdarzenia nie przytrafiły im się w ogóle. Nic bardziej mylnego. Tysiące komputerów na świecie codziennie polega atakom generowanym przez automaty działające w sieci, wyszukującym niezabezpieczone adresy i instalującym złośliwe programy.
 

 

Przed zagrożeniami sieci Polacy chronią się sami – najczęściej wprowadzają podstawowe zabezpieczenia sugerowane przez producenta sprzętu. Zdarza się, że internauci próbują samodzielnie konfigurować zaawansowane blokady (częściej podejmują się tego managerowie i pracownicy umysłowi). Osoby mniej zaawansowane korzystają z zewnętrznej pomocy, np. znajomego informatyka.


Więcej >>


Dzieci w sieci


Korzystanie z internetu staje się rzeczą powszechną, również wśród najmłodszych. Rodzicom trudno kontrolować aktywność dzieci w witrualnym świecie, który często odkrywany jest przez ich pociechy na własną rękę. Z drugiej strony, jesteśmy coraz bardziej świadomi zagrożeń płynących z ich obecności w sieci. Większość badanych (87%) zapytana o to, czy dostęp dzieci do internetu niesie za sobą zagrożenie, odpowiada twierdząco.

W czołówce wymienianych niebezpieczeństw wskazuje się pedofilię, pornografię oraz strony www z brutalnymi treściami. Wśród badanych dominuje również opinia, że dzieci nie powinny posiadać niegraniczonego dostępu do internetu. Tym niemniej, blisko co drugi respondent (44%) w żaden sposób nie kontroluje stron przeglądanych przez najmłodszych domowników.

 

Co drugi Polak nie wie, co jego dzieci robią w internecie

 

W jaki sposób radzą sobie bardziej świadomi rodzice? Badania dowodzą, że zdecydowana większośc z nich stawia na bezpośredni kontakt z dzieckiem i rozmowę na temat ryzyka związanego z surfowaniem w sieci. Korzystają też z zewnętrznej kontroli, jaką oferuje ustawienie ograniczeń dostępu przez przeglądarkę www na komputerze bądź routerze.



Co oferują producenci sprzętu?


Pomysł darmowego programu dołączonego do routera, który ułatwiałby ograniczenie dzieciom dostępu do internetu spotyka się z szerokim uznaniem badanych – dwie trzecie z nich deklaruje chęć korzystania z takiej możliwości. Użytkownicy routerów podkreślają, że najbardziej pożądaną cechą aplikacji tego typu jest blokowanie dostępu do wybranych stron www. Ich zdaniem program powinien blokować dodatkowo działanie konkretnych stron oraz wprowadzać ograniczenia czasowe w dostępie do Internetu.  

 

Przykładowym rozwiązaniem jest np. oprogramowanie do zarządzania sięcią Cisco Connect. Dzięki funkcji „parental control” program monitoruje strony, z których korzystają najmłodsi oraz blokuje wyświetlanie wybranych serwisów i aplikacji. Program reguluje też czas korzystania z internetu przez konkretnych użytkowników, z uwzględnieniem dni tygodnia i godzin. Rodzic może wskazać konkretną porę, o której jego pociechy będą mogły korzystać z internetu, np. umożliwić dostęp do ulubionych serwisów z bajkami w sobotnie i niedzielne popołudnia, jednocześnie blokując go w ciągu tygodnia.



Jak kupujemy?


Parametry techniczne i cena – to dwa najważniejsze kryteria brane pod uwagę przez Polaków przy zakupie routerów. Co ciekawe, okazuje się, że to nie marka sprzętu odgrywa największą rolę w procesie decyzyjnym. Respondenci chętniej kierują się funkcjonalnością routera, a ponad jedna czwarta bierze dodatkowo pod uwagę rekomendacje innych użytkowników lub ekspertów. Nie do końca ufamy jednak sprzedawcom w sklepach – z ich rady skorzystałoby jedynie 1% badanych konsumentów.

Powszechnie obecny internet gwarantuje nam nieograniczony dostęp do wszelkich danych i informacji. Treści obecne w sieci mogą być jednak bardzo zróżnicowane – często trafiamy w nich na przemoc, pornografię, nielegalne dane czy nieuczciwych internautów. Badania Instytutu GFK Polonia dowodzą, że wśród polskich użytkowników internetu wzrasta świadomość niebezpieczeństw wynikających z surfowania po sieci, a wraz z nią stosowane przez nich kontrole i zabezpieczenia.

print

Skazany za piractwo komputerowe

2011-01-20  |  Źródło: sztabantypiracki.pl

 

 

Były powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Suchej Beskidzkiej usłyszał wyrok półtora roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery lata. Wśród zarzutów, jakie mu postawiono były te dotyczące nieprawidłowości przy prowadzeniu niektórych postępowań, ale przede wszystkim... piractwo komputerowe.

 

O zarzutach karnych dla szefa powiatowego nadzoru budowlanego w Suchej Beskidzkiej Zygmunta J. głośno było kilka lat temu. Zdaniem sądu inspektor kilkakrotnie nie dopełnił swoich obowiązków służbowych, przez co działał na szkodę kilku osób. Dotyczy to postępowań prowadzonych przez nadzór budowlany.


Więcej >>


 

Przy okazji wyszło na jaw, że pan inspektor na komputerach i płytach posiadał ok. 60 nielegalnych programów komputerowych. Licencje na niektóre kosztowały nawet 20 tys. zł. I właśnie zarzuty dotyczące piractwa komputerowego zajęły najwięcej miejsca w akcie oskarżenia. Inspektorowi udowodniono m.in. że w ciągu kilku lat na trzy różne komputery wgrał aż 26 pirackich programów komputerowych.

Z kilku spośród aż 44 zarzutów oskarżony został uniewinniony. Ostatecznie został skazany na półtora roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata, 2 tys. zł grzywny oraz pokrycie kosztów sądowych. Sprawa będzie miała jednak ciąg dalszy, bowiem prokuratura, która wniosła do sądu akt oskarżenia, nie zgadza się z wyrokiem i złożyła apelację.

print

Dzień bezpieczego hasła

2011-01-19  |  www.bezpiecznehaslo.info

 

Dzień Bezpiecznego Hasła to wspólna inicjatywa firmy Symantec, producenta oprogramowania ochronnego marki Norton oraz portalu dobreprogramy.pl, największego serwisu internetowego w Polsce poświęconego nowym technologiom.

Jak wynika z badań, niewielu z nas używa mocne hasła. A tylko takie mogą utrudnić życie cyberprzestępcom, którzy żerują na niewiedzy lub nieuwadze zwykłych użytkowników Internetu. Celem akcji jest uświadomienie jak największej liczbie internautów, że mocne hasło i jego odpowiednie przechowywanie jest dziś nie tylko potrzebne, ale wręcz konieczne.

 

Komentarz eksperta

 



Więcej >>


Chyba już nikt nie ma wątpliwości, że nasza rzeczywistość staje się coraz bardziej wirtualna. Z Internetu nie korzystamy już wyłącznie za pomocą komputera. Służą do tego dziś na przykład: telefony, tablety czy czytniki e-booków. Spędzamy w sieci coraz więcej czasu, co powoduje, że częściej niż do tej pory narażeni jesteśmy na nowe zagrożenia. Okazuje się, że proporcjonalnie do czasu spędzanego w sieci wzrasta liczba haseł, które mają chronić dostęp do naszych prywatnych profili. Łatwe do złamania lub odgadnięcia hasło to wymarzona furtka dla przestępców internetowych. Jak się przed tym zabezpieczyć?

Dlaczego warto mieć bezpieczne hasło?

Chyba już nikt nie ma wątpliwości, że nasza rzeczywistość staje się coraz bardziej wirtualna. Z Internetu nie korzystamy już wyłącznie za pomocą komputera. Służą do tego dziś na przykład: telefony, tablety czy czytniki e-booków. Spędzamy w sieci coraz więcej czasu, co powoduje, że częściej niż do tej pory narażeni jesteśmy na nowe zagrożenia.

Okazuje się, że proporcjonalnie do czasu spędzanego w sieci wzrasta liczba haseł, które mają chronić dostęp do naszych prywatnych profili. Łatwe do złamania lub odgadnięcia hasło to wymarzona furtka dla przestępców internetowych.

Lista potencjalnych niebezpieczeństw jest długa:

  • włamanie do skrzynki poczty elektronicznej
  • przejęcie hasła, a co za tym idzie profilu w komunikatorze, sklepie internetowym lub na profilu społecznościowym
  • zmiana hasła na nowe i spamowanie naszych znajomych, rozsyłanie złośliwego oprogramowania lub linków do niego
  • dokonywanie transakcji w naszym imieniu na serwisie aukcyjnym lub w sklepie internetowym

Jak tworzyć bezpieczne hasła?

Długość hasła to nie wszystko, choć każdy kolejny znak to dodatkowe utrudnienie dla osoby, która chce je złamać. Bezpieczne hasło posiada kilka kluczowych cech:

  • składa się z przynajmniej 8 znaków
  • jest kombinacją małych i dużych liter oraz cyfr
  • zawiera znaki specjalne takie jak kropka, wykrzyknik czy spacja
  • nie zawiera imion, nazwisk, dat urodzenia czy innych informacji, które łatwo można przypisać właścicielowi hasła

Jak przechowywać hasła i z nich korzystać? Dowiedz się więcej o tworzeniu haseł i bezpiecznym posługiwaniu się nimi w Internecie.


print

Bezpłatne szkolenia współfinansowane z Unii Europejskiej

2011-01-12  |  X-COM


Zapraszamy na bezpłatne szkolenie :
" Narzędzia informatyczne wspomagające efektywne zarządzanie firm"

Celem szkolenia jest przygotowanie do pracy z oprogramowaniem wspomagającym zarządzanie firmą na przykładzie oprogramowania WF-Mag Windows firmy WAPRO 

 

 

Człowiek - najlepsza inwestycja

 Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego
 

 www.efs.gov.pl

 

 

 


Więcej >>


 

Kto może wziąć udział w szkoleniu: pracujące osoby dorosłe z województwa śląskiego, pragnące podnieść posiadane kwalifikacje w zakresie efektywnego wykorzystania narzędzi informatycznych 

Koszt szkolenia: bezpłatnie (pełne dofinansowanie)

Matriał dydaktyczny: Komputer z oprogramowaniem Asseco WAPRO Wf-Mag

Rodzaj szkolenia: Warsztaty - każdy uczestnik szkolenia ma dostęp do komputera i ćwiczy w praktyce to czego się dowiedział

Czas trwania: 2 dni (2 x 8 godzin) od godz. 9:00 do godz.17:00

Miejsce szkolenia : STARA STRZECHA , ul. Podjazdowa 21, 41-203 Sosnowiec (Sosnowiec - Milowice)

Terminy szkoleń : Do ustalenia (w zakresie 1.08.2010 - 31.07.2011)

Program szkolenia :
1. Przygotowanie do pracy z oprogramowaniem wspomagającym zarządzanie
2. Gospodarka magazynowa
3. Kartoteki w systemie WF-Mag dla Windows
4. Raporty w systemie WF-Mag dla Windows
5. Zaawansowane funkcje w systemie
6. Omówienie Zasad Zarządzania Oprogramowaniem
7. Podsumowanie, dyskusja
 

DO POBRANIA
   Dokładny zakres szkolenia


Trenerzy prowadzący szkolenie: 2 osoby z wieloletnim stażem przy pracach wdrożeniowych oprogramowania dla MŚP, znające specyfikę rynku oraz jego potrzeby

Jeżeli są Państwo zainteresowani szkoleniem to proszę o wypełnienie formularza zgłoszeniowego, kontakt telefoniczny lub zapraszamy do odwiedzenia siedziby naszej firmy.


Formularz zgłoszeniowy www.efs.xc.com.pl

print

Polacy stworzyli nową Enigmę

2010-12-29  |  Źródło: gazetaprawna.pl

System szyfrowania nie do złamania stworzyli polscy naukowcy - dowiedziała się "Rzeczpospolita".

To prawdziwy przełom w cyberbezpieczeństwie, a jest on dziełem grupy wybitnych polskich kryptologów i matematyków, którymi kieruje prof. Jerzy Gawinecki, dyrektor Instytutu Matematyki i Kryptologii Wojskowej Akademii Technicznej. "Nasze urządzenie umożliwia skuteczne szyfrowanie danych przesyłanych z komputera do komputera czy z telefonu do telefonu" - wyjaśnia profesor.


Więcej >>


"Nawet gdybyśmy połączyli wszystkie komputery w sieci i kazali im pracować tyle lat, ile istnieje wszechświat, nie dałyby rady złamać tego szyfru" - zapewnia. Ujawnia, że sukces przyniosło nowatorskie rozwiązanie z zakresu kryptografii krzywych eliptycznych. Prace nad systemem trwały wiele lat w podziemiach Wojskowej Akademii Technicznej, do których wstęp mają tylko osoby z certyfikatami poświadczenia bezpieczeństwa.

Cytowani przez gazetę eksperci wysoko oceniają ten system jako skuteczny, szybki, efektywny i w pełni kontrolowany przez nasz kraj. Twierdzą, że to wyjątkowo ważne osiągnięcie dla bezpieczeństwa narodowego.

print

Rośnie znaczenie audytu oprogramowania w urzędach

2010-12-23  | 

Około 90% urzędów, które do tej pory nie prowadziły audytów oprogramowania, rozważa wykonywanie takich operacji - wynika z tegorocznego raportu przeprowadzonego przez Szkołę Główną Handlową na zlecenie Business Software Alliance. Według autorów dokumentu to pozytywny trend w dobie niezbędnych cięć w administracji publicznej. Dzięki wiedzy o zawartości komputerów można uniknąć odpowiedzialności karnej oraz zmniejszyć koszty pracy urzędów.

Na razie regularne audyty oprogramowania przeprowadza mniej niż połowa placówek administracji publicznej i lokalnej (dokładnie 44%). W Polsce pierwszym ministerstwem, które przeprowadziło audyt oprogramowania i wdrożyło kompleksowy system zarządzania zasobami IT, był resort gospodarki.

 

- Przeprowadzenie audytu posiadanych zasobów pozwoliło nam uzyskać oszczędności na poziomie 40% planowanego budżetu IT. Przykład naszej praktyki pokazuje, że efektywne zarządzanie to jeden ze sposobów poszukiwania oszczędności – mówi Dariusz Bogdan, Wiceminister Gospodarki.

Z raportu "Zarządzanie oprogramowaniem w centralnej i lokalnej administracji publicznej w Polsce" wynika także, że aż połowa instytucji państwowych nie wie, czy wszystkie wykorzystywane przez nie programy są legalne. Jednocześnie około 1/3 urzędów nie zna dokładnej liczby posiadanych komputerów. Tymczasem, jak zwracają uwagę autorzy raportu, pełna wiedza o zasobach informatycznych to podstawowy warunek skutecznego zarządzania oprogramowaniem w organizacji


Więcej >>


 - O tym, jak ważna jest wiedza o zawartości służbowych komputerów i serwerów, bardzo boleśnie przekonała się niedawno Politechnika Śląska. Ku ogólnemu zaskoczeniu środowiska akademickiego okazało się, że uczelniany sprzęt i programy były wykorzystywane przez piratów. W efekcie znacząco ucierpiał prestiż tej znakomitej placówki. Gdyby zastosowano aplikację do zarządzania zasobami IT, tego typu proceder nie byłby możliwy bez wiedzy kierownictwa Politechniki Śląskiej. Administrator uczelnianej sieci na bieżąco uzyskiwałby bowiem informacje na temat tego, jakie dokładnie oprogramowanie jest zainstalowane na każdym z komputerów lub serwerów. Co więcej, byłby natychmiast ostrzegany o instalacji nielegalnego software'u przez pracownika lub studenta. To ważne w kontekście faktu, że za nielegalne oprogramowanie w firmie, bądź  instytucji odpowiada jej właściciel, zarząd lub osoba kierująca - komentuje Grzegorz Filarowski, Prezes Zarządu LOG Systems.

Użytkownicy programów do zarządzania zasobami IT - takimi, jak LOG System - otrzymują dokładne informacje o każdym urzędowym lub firmowym komputerze i serwerze (numerze seryjnym, numerze seryjnym RAM, dacie produkcji i in.) lub aplikacji (np. numerze licencji). Wiedzą również, jakie oprogramowanie i kiedy zostało tam zainstalowane. LOG System sprawdza również legalność poszczególnych aplikacji. To bardzo duże ułatwienie w przypadku inwentaryzacji lub zarządzania zasobami IT w firmie. Dokładna analiza sprzętu i oprogramowania pozwala lepiej organizować budżet działu informatycznego instytucji lub przedsiębiorstwa. Ważnym aspektem audytu jest możliwość uniknięcia odpowiedzialności karnej w przypadku nieumyślnego korzystania z pirackiego software'u. LOG System pozwala także na dokonywanie dowolnych operacji na wskazanych komputerach bez ruszania się z miejsca. Przykładem jest zdalna deinstalacja, instalacja lub aktualizacja dowolnego oprogramowania.

Według prorektora ds. rozwoju Szkoły Głównej Handlowej, prof. dr hab. Marka Bryx'a, podnoszenie poziomu zarządzania w każdym aspekcie działalności administracji publicznej leży w interesie Państwa.

- W dzisiejszych czasach każdy urzędnik posiadający kompetencje zarządcze powinien działać jak sprawny menadżer. Planowanie musi być poprzedzone analizą. To pierwszy krok na drodze do efektywnego zarządzania. Od tego zaczęliśmy prace nad poprawą funkcjonowania naszego Centrum Informatycznego i to przynosi coraz bardziej widoczne efekty – podsumowuje Prorektor SGH.

O raporcie

Raport SGH przedstawia wyniki badania jakości zarządzania zasobami informatycznymi w jednostkach centralnej i lokalnej administracji publicznej. Badanie zostało zrealizowane przez Instytut Gospodarki Światowej Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie we współpracy z Departamentem Gospodarki Elektronicznej Ministerstwa Gospodarki. Badanie jest częścią projektu informacyjno-edukacyjnego „Zrób to SAMo!” (SAM – ang. Software Asset Management), realizowanego przez Business Software Alliance we współpracy z Ministerstwem Gospodarki, Krajową Izbą Gospodarczą oraz Szkołą Główną Handlową, którego celem jest promocja wysokich standardów zarządzania zasobami informatycznymi w administracji publicznej i w firmach. W badaniu ostatecznie wzięły udział 92 jednostki administracji publicznej. Wyniki raportu opublikowano w II połowie 2010 roku.

 

Do pobrania:  poland_study_oct2010.pdf  

Idzie cyberepidemia

2010-12-21  |  Źródło : Rzeczpospolita

W 2011 roku ataki na komórki i serwisy internetowe będą groźniejsze – alarmują eksperci

 

Akty terroryzmu, sabotaż, wykradanie prywatnych informacji o internautach, włamania do komórek – tak w opinii ekspertów od bezpieczeństwa sieciowego będzie wyglądał przyszły rok. Jednocześnie ostrzegają – użytkownicy są lekkomyślni i nie chronią swoich danych. Podobnie działają firmy, mimo że trzy czwarte z nich spodziewa się ataku na swoje serwery – wynika z globalnego badania Ponemon Institute dla firmy HP.

– Niewykluczone, że w przyszłości staniemy się świadkami cybersabotażu na wielką skalę. Celem tego typu ataków mogą stać się fabryki lub elektrownie – mówi Mikko Hypponen, szef laboratorium F-Secure, komentujący elektroniczny atak na elektrownię w Iranie (robak Stuxnet). – Na celowniku sabotażystów mogą się znaleźć systemy bankowe lub transportowe. Sparaliżowanie obrotu walutowego lub komunikacji z technicznego punktu widzenia jest prostsze niż atak na obiekt przemysłowy.



Więcej >>


Co zaskakujące, Stuxnet nie zagraża domowym komputerom, został stworzony specjalnie do ataków na systemy obsługujące fabryki. Już teraz można go pobrać za darmo z Internetu.

– Zarówno grupy terrorystyczne, jak i państwa mogą nie tylko kopiować mechanizm działania Stuxneta, ale też go modyfikować, dostosowując do swoich celów – podkreśla Hypponen.

Z danych HP wynika, że ponad połowa firm w USA i jedna trzecia przedsiębiorstw europejskich już doświadczyła cyberataku. Znakomita większość (86 – 88 proc.) menedżerów tych firm potwierdza, że tego typu włamania są trudne do wykrycia, a skutki długotrwałe.

– Przedsiębiorcy zdają sobie sprawę, że zagrożenie jest duże – komentuje Dan Turner z HP.

– I chociaż widzą potrzebę bycia w gotowości, mniej niż połowa jest przygotowana do walki z cyberatakiem.

Zmieni się również struktura ataków – obecnie przestępcy wykorzystują słabe punkty starszych wersji Microsoft Windows. Na ich celowniku znajdą się wkrótce jednak komputery z innymi systemami, w tym z Windows 7, a także maszyny pracujące w „obliczeniowej chmurze”.

– To tylko kwestia czasu, dokładniej do momentu, w którym liczba użytkowników korzystających z Windows 7 będzie na tyle duża, by inwestycja w złośliwe oprogramowanie opłacała się cybergangom – mówi Michał Iwan z F-Secure Polska.

– Przez lata Microsoftowi udało się ujednolicić komputery, co zapewniło cyberprzestępcom jedną platformę stanowiącą cel ataku – tłumaczy Raimund Genes z Trend Micro. – Obecnie pojawia się coraz więcej nowych systemów operacyjnych. W środowiskach typu cloud stosowane są otwarte systemy operacyjne i aplikacje. Spodziewamy się nasilenia działań cyberprzestępców na tym obszarze.

Jednak prawdziwą żyłą złota dla włamywaczy będą mobilne urządzenia prywatnych użytkowników – komórki i tablety. – Przechwytywane rozmowy, esemesy czy e-maile, informacje o życiu prywatnym, dane gromadzone w telefonie, jak numery kont, loginy i hasła, to atrakcyjny łup dla cybergangów – tłumaczy Michał Iwan.

Jak taki „skok na dane” może wyglądać? Trojan (odmiana wirusa) dołączany do gry na telefony komórkowe może potajemnie wykonywać połączenia do Somalii lub wysyłać drogie esemesy typu premium. Inny program tego typu potrafi przechwytywać esemesy z kodami potwierdzającymi transakcje bankowe i kierować je do złodzieja. Dotąd tego typu zabezpieczenie operacji finansowych uchodziło za skuteczne.

Zagrożeniu sprzyja też niefrasobliwość użytkowników chroniących konta bankowe, pocztowe i te w serwisach społecznościowych słabymi hasłami. Ostatnie włamanie do serwisu blogowego Gawker ujawniło, że wielu internautów używa haseł „123456”, „qwerty” czy „password” („hasło”). Jakby tego było mało, jedna trzecia internautów używa tego samego hasła w wielu różnych serwisach. Co gorsze, z eksperymentu firmy Avira wynika, że aż 25 proc. użytkowników sieci nie używa żadnego oprogramowania antywirusowego.

print

Wpadka Allegro - hasła i dane dostępne jak na dłoni

2010-11-27  |  Źródło : Niebezpiecznik.pl

 

Jak podał serwis niebezpiecznik.pl, wczoraj przez godzinę można było bez najmniejszych problemów poznać hasła dostępowe dowolnego użytkownika serwisu Allegro, który brał udział w aukcji w ciągu ostatnich 90 dni.

W serwisie Allegro znaleziono lukę, która pozwalała na poznanie wszystkich danych kontaktowych użytkownika, ale także haseł dostępudo serwisu. Co gorsza, hasła nie były w żaden sposób zabezpieczone, czy zaszyfrowane.

 

 

Allegro oświadczyło, że usunęło problem zaraz po otrzymaniu pierwszych zgłoszeń i rzeczywiście, reakcja firmy była bardzo szybka, co podkreśla serwis niebezpiecznik.pl. Patryk Tryzubiak podkreśla - rzecznik Allegro - że w tym czasie dostęp do miejsca, w którym występowała luka miało jedynie kilkanaście osób. Uspokaja także, że żadna z poufnych informacji dotyczących użytkowników nie została ujawniona.

Co prawda Allegro zaznacza, iż dostęp do ich WebAPI (w tym miejscu istniała luka) jest zabezpieczony hasłem, a ruch monitorowany, to na wszelki wypadek i tak radzimy zmienić swoje hasło. Dokładnie tak, jak powinniśmy to robić co jakiś czas, dla naszego własnego bezpieczeństwa. Być może hasła nie wyciekły lub ich ilość była znikoma, jednak warto zgodnie z przysłowiem "dmuchać na zimne".

 



30% rabatu na certyfikowany audyt legalności

 

Do końca roku każdy kto zleci wykonanie audytu legalności firmie X-COM i powoła się na promocję z wortalu gmit.pl otrzyma 30% zniżkę na wykonanie audytu. Liczy się data zlecenia (podpisanie umowy), a nie faktyczne przeprowadzenie audytu.

W firmach w których nie wystąpią żadne niedobory licencyjne (wszystkie zainstalowane kopie programów posiadają stosowne licencje) usługa wykonywana jest bezpłatnie wraz z otrzymaniem certyfikatu Microsoft. 

 


cert

Cyberprzestępcy atakują instytucje publiczne, by pochwalić się umiejętnościami - pisze

2010-11-17  |  Źródło : Dziennik Gazeta Prawna

 

Niedawno jeden z urzędów miejskich na południu kraju otrzymał ogromny rachunek za rozmowy telefoniczne na kwotę 50 tys. zł. Wewnętrzne dochodzenie nie dało rezultatu. Okazało się, że to nie pracownicy są winni.
Do systemu telekomunikacyjnego urzędu wkradli się hakerzy, którzy przekierowywali jego połączenia telefoniczne do Afryki. N
a różnego rodzaju ataki internetowych przestępców najbardziej narażone są instytucje centralne. Ale administracja lokalna też nie może się czuć bezpiecznie.

 



 

Włamania tego typu mają dwojaki charakter. Mogą mieć na celu zdobycie cennych danych. Drugim motywem jest po prostu chęć pokazania swoich umiejętności i popisania się przed innymi. Sieci komputerowe urzędów są po prostu wyzwaniem dla nieuczciwych informatyków.

Wszystkie instytucje stosują różnego typu zabezpieczenia przed atakiem hakerów. Jednak wszelkie informacje na ten temat są objęte ścisłą tajemnicą.
Jedynie profesjonalny przeprowadzony audyt bezpieczeństwa daje obiektywna szanse odpowiedniego zaplanowania zabezpieczeń systemów i usług.



Google szpiegował użytkowników - teraz przeprasza i zapowiada poprawę

2010-10-25  |  Źródło : dobreprogamy.pl

Google oficjalnie przyznał, że wskutek przechwytywania danych użytkowników wszedł w posiadanie bardzo poufnych informacji - równocześnie firma przeprasza i opisuje zmiany, które poczyniła by podobne sytuacje nie miały już miejsca.


Więcej >>


Google poddał weryfikacji dane, które udało mu się przechwycić od użytkowników podczas wykonywania zdjęć dla usługi StreetView. Jak się okazało, wśród przejętych informacji znalazły się całe wiadomości e-mail, wpisywane przez użytkowników adresy URL oraz hasła do odwiedzanych przez internautów serwisów. Google zapowiedział, że usunie zebrane dane tak szybko, jak to tylko możliwe. Ponadto przedstawiciele korporacji opisali zmiany, jakie poczyniono, by podobne sytuacje nie miały miejsca w przyszłości. Firma powołała nowego dyrektora, którego jedynym zajęciem będzie dbanie o procedury prywatności - ma on pilnować, by żadne produkty i działania Google nie naruszały prywatności użytkowników. Google zadbał także o odpowiednią edukację swoich pracowników i wprowadził cykl szkoleń dotyczących zasad ochrony prywatności. Poczyniono także zmiany w szablonach określających różne etapy pracy nad projektami - nowe wytyczne zmuszają kierowników projektów do stworzenia odpowiedniej dokumentacji procedur prywatności i jasno określają obieg wrażliwych danych.

Google ma nadzieję, że wprowadzone zmiany organizacyjne i nowe procedury pozwolą uniknąć w przyszłości przypadków naruszenia prywatności użytkowników. Jak będzie w praktyce, czas pokaże.


Wykradli dane użytkowników Naszej-Klasy

2010-10-22  |  Żródło: PAP

 

Czterej nieletni mieszkańcy Lubelszczyzny za pomocą fałszywej strony internetowej przechwycili loginy i hasła kilkuset użytkowników portalu społecznościowego nk.pl (dawniej Nasza Klasa.

 

 

Młodzi ludzie stworzyli w Internecie tzw. stronę "phisingową".

"Phishing" to tworzenie oszukańczych wiadomości e-mail i witryn. Wyglądają identycznie jak serwisy znanych firm, np. banków. Mają skłonić klientów do podania swoich danych osobowych, numeru karty kredytowej lub informacji o elektronicznym rachunku bankowym, czyli kodów i haseł potrzebnych do zalogowania się w systemie i przeprowadzenia transakcji. Aby przeprowadzić atak phishingowy konieczna jest autentycznie wyglądająca wiadomość e-mail (z prośbą o podanie danych na przykład) oraz już całkowicie fałszywa strona WWW.

 


Więcej >>


Skoordynowana akcja policjantów z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą komendy wojewódzkiej w Lublinie, policji z Zamościa oraz Łęcznej została przeprowadzona przy ścisłej współpracy z Działem Bezpieczeństwa portalu nk.pl. W ubiegłym tygodniu funkcjonariusze weszli do czterech mieszkań na Lubelszczyźnie. Zabezpieczyli trzy komputery i zewnętrzny dysk twardy. Policjanci przekonują, że trafili na ślady nielegalnej strony, za pomocą której wykradzione loginy i hasła kilkuset użytkowników portalu nk.pl z całej Polski.

Strona została stworzona i udostępniona w sieci przez nieletniego mieszkańca powiatu zamojskiego. Zamieszczone na niej informacje zachęcały do podawania danych dostępowych (loginów i haseł) w zamian za różne bonusy do wykorzystania na nk.pl. W rzeczywistości jednak bonusy nie istniały, a dane trafiały automatycznie na specjalną skrzynkę pocztową stworzoną przez nieletnich oszustów. Dzięki temu młodzi ludzie zyskali możliwość podszywania się pod inne osoby. Przy tym, jak twierdzi policja, nastolatkowie zmieniali hasła i blokowali możliwość dostępu legalnym właścicielom kont.
 

 


BSA zachęca: Donieś na firmę korzystającą z pirackiego oprogramowania

2010-12-27  |  Źródło : di.com.pl


 

Business Software Alliance (BSA) rozpoczyna kampanię informacyjną w internecie mającą na celu zwrócenie uwagi pracowników na problem korzystania przez pracodawców z pirackiego oprogramowania oraz ostrzeżenie pracodawców przed konsekwencjami, jakie im za to grożą. Głównym elementem kampanii jest film nawiązujący do problemu piractwa komputerowego w polskich firmach i jego etycznego aspektu.

 

 Jak wynika z ostatniego badania IDC, 54% oprogramowania w Polsce jest pirackiego pochodzenia, przy średniej w Unii Europejskiej na poziomie 35%. Zdaniem BSA tak wysoki poziom piractwa komputerowego w Polsce wynika w dużej mierze z praktyki wielu polskich firm, które w ramach prowadzonej działalności gospodarczej korzystają z pirackiego oprogramowania.
 

BSA ostrzega, że ryzyko odpowiedzialności karnej członków zarządu firmy, w której wykryte zostanie oprogramowanie bez stosownych licencji, to nawet do pięciu lat pozbawienia wolności, jak i odpowiedzialności cywilnej w postaci wysokich odszkodowań.

 


Więcej >>


Rozpowszechniany w ramach kampanii film stanowi przestrogę dla wszystkich firm korzystających z nielegalnego oprogramowania. Liczymy, że skłoni wielu przedsiębiorców do weryfikacji legalności posiadanego oprogramowania. Chcemy także szerzej poinformować użytkowników internetu o możliwości powiadomienia BSA o przypadkach piractwa w firmach — komentuje Krzysztof Janiszewski, przewodniczący lokalnego komitetu BSA w Polsce.

Zgłaszanie przypadków korzystania przez firmy z nielegalnego oprogramowania staje się coraz bardziej powszechne, twierdzą przedstawiciele wspomnianej organizacji. W 2009 r. BSA otrzymało prawie 4 tys. zawiadomień o przypadkach piractwa w firmach i przeprowadziło 2256 działań prawnych w Europie, w wyniku których europejscy przedsiębiorcy narazili się na koszty w wysokości ponad 16 mln dolarów. W Polsce w 2009 r. BSA otrzymało 281 zgłoszeń o przypadkach piractwa komputerowego — piractwo ujawnione przez BSA kosztowało polskich przedsiębiorców ponad 821 tys. złotych

Spodziewamy się, że film spotka się z przychylnym przyjęciem właścicieli i kierownictwa tych firm, w których korzysta się wyłącznie z legalnego oprogramowania. Z ich punktu widzenia firmy korzystające z nielegalnego oprogramowania to nic innego, jak nieuczciwa konkurencja, która unika kosztów ponoszonych przez firmy respektujące prawa autorskie do oprogramowania – tłumaczy Bartłomiej Witucki, koordynator i rzecznik BSA w Polsce.

Zgłoszenia o przypadkach piractwa komputerowego można dokonywać telefonicznie, jak również za pośrednictwem polskiego serwisu internetowego BSA, gdzie także można obejrzeć spot reklamowy: bsa.org/polska


Strzeż się! Nowy sposób na oszustwa w polskim internecie

2010-09-10  |  Źródło : wp.pl


 

Dostałeś maila od znajomego lub przyjaciela z prośbą o natychmiastową pomoc finansową, uważaj - to może być oszustwo - ostrzega policja. Od pewnego czasu policjanci mają informacje o nowym sposobie wyłudzania pieniędzy, oszuści wykorzystują w tym celu skrzynki pocztowe przypadkowych osób.

"To nowy typ tzw. oszustwa nigeryjskiego" - powiedział w środę PAP rzecznik komendanta głównego policji. Jak wyjaśnił, oszuści włamują się na skrzynki pocztowe przypadkowych osób i rozsyłają do ich znajomych i przyjaciół rozpaczliwe maile z prośbą o pomoc. Adresy skrzynek najczęściej uzyskują z portali społecznościowych, potem zmieniają hasło dostępu do skrzynki.

"Z maili wynika, że właściciel poczty znalazł się w trudnej sytuacji finansowej, np. został okradziony podczas podróży służbowej. Pieniądze mają być wysłane na określony adres, zazwyczaj do innego kraju, np. Wielkiej Brytanii" - dodał rzecznik. "Jeśli dostaniemy takiego maila, zanim wyślemy pieniądze, upewnijmy się, że to rzeczywiście nasz przyjaciel czy kolega o nie prosi. Po prostu zadzwońmy do niego" - dodał.
 

 


Więcej >>


Osoby, z których poczty rozsyłane są tego typu informacje, powinny natychmiast skontaktować się z administratorami serwerów, na których znajduje się ich poczta i poprosić o jej zablokowanie.

Dotychczas jednym z częstszych tzw. oszustw nigeryjskich była wzruszająca historia uchodźcy politycznego - spadkobiercy ogromnego majątku sięgającego zwykle 20-30 mln dolarów. W mailu padała propozycja oddania nawet połowy tej kwoty w zamian za pomoc w odzyskaniu całego spadku. Pomoc wiązała się jednak z finansowaniem kolejnych kroków, począwszy od opłat związanych z wystawieniem zaświadczeń, że pieniądze pochodzą z legalnego źródła, po łapówki dla bankierów, urzędników, a nawet skorumpowanych policjantów.

Bywało też, że oszust podawał się za młodego prawnika, studenta lub modelkę. W tej historii również główną rolę odgrywał olbrzymi spadek, w którego dobrym zainwestowaniu ktoś musi pomóc, oczywiście finansowo.

Nowym pomysłem są też maile z informacją o wygraniu dużej kwoty pieniędzy w loterii jednego z europejskich krajów - zazwyczaj Hiszpanii. Wraz z taką informacją otrzymujemy certyfikat uprawdopodobniający wygraną oraz istnienie samej loterii. Kwota, która możemy teoretycznie dostać, jest znacznie niższa niż w klasycznym +oszustwie nigeryjskim+, ale nadal bardzo zachęcająca. Co raz więcej Polaków dostaje też maile z propozycją bardzo korzystnego kredytu; uiścić muszą jedynie "kilka opłat", które jak się okazuje nie mają końca.

Jak zaznaczają policjanci pomysłowość i determinacja oszustów w wyłudzaniu pieniędzy jest wprost nieograniczona, a na swej ofierze potrafią żerować tygodniami, dopóki nie zacznie sama czegoś podejrzewać. Ściganie tego rodzaju przestępstw jest natomiast bardzo trudne, tym bardziej, że ich sprawcy działają z innych krajów.

 


Porno-wpadka reklam Google

2010-09-08  |  Źródło : wp.pl

Serwis techcrunch poinformował niedawno o wpadce Google’a, a właściwie serwisu DoubleClick, który jest od Google’a zależny. Użytkownicy serwisu, który kierowany jest do reklamodawców internetowych, zauważyli, że mogą wybrać wyświetlanie swoich reklam w witrynach, które kategoryzowane są jako Ekstremalna pornografia, zoofilia czy pornografia dziecięca.

W usłudze AdPlanner serwisu DoubleClick, reklamodawcy mogą skorzystać z narzędzia, pozwalającego wybrać kategorie serwisów, a co za tym idzie odbiorców publikowanych reklam. Na wspomnianej liście pojawiły się jednak pozycje, pod którymi nikt normalny nie chciałby się raczej reklamować, a samo Google nie chciałoby wyświetlać reklam swoich klientów na stronach z ekstremalnym porno.

 


Więcej >>


Na szczęście okazało się, że problem wynikał z błędu oprogramowania i żadna reklama nie została wyświetlona na kontrowersyjnych witrynach. Jednak, jak to możliwe, że takie kategorie pojawiły się w ofercie dla reklamodawców? Google posiada czarną listę witryn, na których nie są wyświetlane reklamy obsługiwane przez amerykańskiego giganta. Niestety z powodu błędu oprogramowania, kategorie z czarnej listy pojawiły się również w drzewie wyboru słów kluczowych, które są jak najbardziej dozwolone. Google zapewnia, że błąd został już naprawiony.

adplaner-google-reklama-porno-screen-1100

Zorganizowana akcja europejskiej policji przeciwko piratom

2010-09-08  |  Źródło :dobreprogramy.pl

 

Aż 14 europejskich państw wzięło udział w zorganizowanej akcji przeciwko piratom internetowym. Operacja planowana była od dwóch lat.

Jak donosi serwis TorrentFreak, policja w 14 krajach weszła dzisiaj do domów osób podejrzanych o piractwo internetowe. Akcja objęła między innymi Czechy, Węgry, Polskę Szwecję, Holandię, Belgię, Norwegię, Anglię, Włochy i Niemcy. Przede wszystkim skupiono się jednak na szwedzkich piratach. Policjanci wkroczyli do prywatnych domów w Sztokholmie, a także do Uniwersytetu w Umea. Najprawdopodobniej na skutek dzisiejszej akcji zablokowano znany serwis The Pirate Bay. Głównym celem operacji była jednak likwidacja tak zwanej „piramidy pirackiej”, czyli osób rozpowszechniających w Sieci nielegalnie materiały, a także udostępniających swoje serwery piratom. Policjanci korzystali z danych adresowych ujawnionych przez operatorów na podstawie podanych adresów IP.




 

W wyniku operacji przejęto komputery i serwery, z których korzystali piraci. Według serwisu Aftonbladet, w Szwecji aresztowano 4 osoby, zajęto też biura dwóch dostawców Internetu.

 


Więcej >>


Paul Pinter koordynujący akcję w tym kraju, zdementował plotki jakoby operacja była wymierzona w kontrowersyjny serwis WikiLeaks zajmujący się publikowaniem tajnych dokumentów rządowych i korporacyjnych.

Jej głównym celem był serwis The Pirate Bay i jego rozproszone na całym świecie serwery. Okazuje się, że jest też i polski epizod tej sprawy - dzisiaj rano policja zabezpieczyła serwery i dane na Politechnice Śląskiej.

Jak udało nam się dowiedzieć nieoficjalnie, w wyniku porannej akcji zabezpieczono blisko 100 serwerów oraz dyski twarde zawierające około 150 terabajtów danych. Komputery te zlokalizowane były w serwerowniach Politechniki Śląskiej i rzekomo miały być wykorzystywane między innymi do hostingu serwisu The Pirate Bay. W związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa zatrzymano kilka osób. Dzisiejsza akcja prowadzona była wspólnie przez Komendą Wojewódzką Policji w Katowicach, Prokuraturę Okręgową w Gliwicach oraz Interpol. Interwencja była częścią międzynarodowej akcji.

Nadal pozostaje wiele niewyjaśnionych pytań - do kogo faktycznie należały zabezpieczone serwery, kto sprawował nad nimi kontrolę? Na razie prokuratura oficjalnie nie udziela informacji na temat porannych wydarzeń. Nowe informacje będziemy publikować na bieżąco.


Haker ze Stanów dzwonił do Zimbabwe z serwera w Białej Podlaskiej

2010-08-12  |  Źródło : onet.pl

 

Włamując się na serwer urzędu w Białej Podlaskiej, pewien haker ze Stanów Zjednoczonych wykonał ponad 800 połączeń do Zimbabwe. Po co? Najprawdopodobniej dla zabawy.

Co mają wspólnego Stany Zjednoczone, Biała Podlaska i Zimbabwe? Rozwiązaniem zagadki jest pewien mężczyzna, który postanowił zabawić się w hakera. Mieszkaniec (najprawdopodobniej) Stanów Zjednoczonych włamał się na serwer urzędu miasta Białej Podlaskiej, uzyskał dostęp do systemu informatycznego i wykonał przeszło 800 połączeń do Republiki Zimbabwe - położonej w południowej Afryce.

 

 

Jak wynika z ustaleń policji, adres IP komputera, z którego przeprowadzono atak na urząd, należy do puli adresów, przeznaczonych dla Stanów Zjednoczonych. Poproszono już o pomoc w tej sprawie stronę amerykańską, a także zespół CERT Polska, zajmujący się bezpieczeństwem w internecie.

Urząd w Białej Podlaskiej przy okazji tej "zabawy" stracił około 50 tysięcy złotych



Czterech przedsiębiorców zatrzymanych za używanie nielegalnego oprogramowania

2010-07-14  |  Źródło : KWP Opole

Funkcjonariusze zwalczający przestępczość gospodarczą zatrzymali czterech właścicieli firm, którzy korzystali z nielegalnego oprogramowania. Wartość programów oszacowano na kilkadziesiąt tysięcy złotych. Przedsiębiorcom grozi do 5 lat pozbawienia wolności za użytkowanie programów bez licencji w celu uzyskania korzyści majątkowej.

7 lipca policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą z KWP w Opolu wraz z funkcjonariuszami z Olesna i Dobrodzienia ujawnili w dwóch opolskich firmach pirackie oprogramowanie, w tym m.in. systemy operacyjne Microsoft oraz programy do nawigacji samochodowej. Na miejscu policjanci zabezpieczyli laptop, dysk twardy, karty pamięci, nawigację samochodową i płyty CD. Trzej mężczyźni (31-latek z Olesna oraz 24 i 27-latek z Dobrodzienia) usłyszeli już zarzuty.

 

 

Następnego dnia policjanci z KWP w Opolu wraz z funkcjonariuszami z Namysłowa udali się

 do kolejnych dwóch firm, tym razem w Namysłowie. W jednej z tamtejszych agencji reklamowych ujawnili nielegalne oprogramowanie warte 30 tys. złotych, w tym m.in. programy Adobe Reader oraz Corel. W trakcie przeszukania okazało się także, że firma używa podrobionych wzorów Playboya. Zabezpieczono laptopa, dysk twardy oraz płyty CD i DVD. W drugiej namysłowskiej firmie policjanci ujawnili pirackiego Corela i Borlanda oraz zabezpieczyli laptopa i pendriva. Teraz 27-latek i 25-latek odpowiedzą za korzystanie z nielegalnego oprogramowania, a 27-latek dodatkowo za używanie znaków firmowych bez zezwolenia.

Za posiadanie nielegalnego oprogramowania kodeks karny przewiduje karę pozbawienia wolności nawet do 5 lat



Audyt bezpieczeństwa informatycznego – inwestycja w przyszłość firmy

2010-07-07  |  Źródło: www.optimapartners.pl

 

Internetowi przestępcy nie dają o sobie zapomnieć. Media regularnie donoszą o głośnych włamaniach na strony firm i instytucji. Na początku stycznia b.r. niezidentyfikowany haker na krótko opanował oficjalną stronę prezydencji Hiszpanii w Unii Europejskiej. Na witrynie, zamiast zdjęcia premiera Hiszpanii Jose Luisa Zapatero, znalazł się wizerunek Jasia Fasoli. Konsekwencją takich żartów jest nadszarpnięty wizerunek, bardzo często jednak przestępcy mają o wiele poważniejsze cele – kradzież danych, kradzież tożsamości, oszustwa finansowe, paraliż komunikacyjny, nadużycia.

Rozwiązaniem służącym podniesieniu poziomu bezpieczeństwa jest przeprowadzenie w firmie audytu bezpieczeństwa informatycznego, który wskaże obszary wymagające usprawnień.

Na firmy na całym świecie czyhają coraz bardziej wyrafinowane ataki ze strony ceberprzestępców. Respondenci biorący udział w corocznym badaniu CSI Computer Crime and Security Survey 2009 zanotowali wzrost nadużyć finansowych (19,5% w porównaniu do 12% w roku 2008), infekcji złośliwym oprogramowaniem (29,2% w 2009 roku, 21% w roku poprzednim), kradzieży haseł (17,3% w porównaniu do 9% w roku poprzednim), defacement, czyli włamań na strony internetowe, prowadzących do zmiany wyglądu strony (13,5 % przy 6% w roku poprzednim). Według raportu Paradoks bezpieczeństwa opublikowanego przez firmę McAfee, w roku 2009 połowa średniej wielkości firm z całego świata zauważyła większą liczbę incydentów związanych z bezpieczeństwem niż rok wcześniej, a przeciętne straty z ich powodu wyniosły aż 43 tys. dolarów. Lekceważenie kwestii bezpieczeństwa informatycznego to ryzyko wielkich strat, które negatywnie wpływają na kondycję firmy przez wiele lat i które często wielokrotnie przewyższają koszt przeprowadzenia audytu.

 

 


Więcej >>


 

Audyty bezpieczeństwa informatycznego są normą w większości dużych firm, w małych i średnich przedsiębiorstwach takie działania nie są jednak powszechne. Najlepszym rozwiązaniem jest regularne przeprowadzanie audytu – „profilaktyka” jest najskuteczniejszą formą podnoszenia poziomu bezpieczeństwa firmy. Istnieją także sytuacje wyjątkowe, w których specjaliści zalecają zaplanowanie dodatkowego audytu bezpieczeństwa informatycznego.

Dodatkowa kontrola jest niezbędna na przykład po stwierdzeniu włamania. Taka sytuacja wymaga identyfikacji przyczyny naruszenia bezpieczeństwa w firmie i doprowadzenia do wykrycia sprawcy. Przeprowadzenie takiego audytu powinno prowadzić nie tylko do wskazania sprawcy, ale także do powstania szczegółowego planu usprawnienia zabezpieczeń, co będzie prowadziło do uniknięcia takich sytuacji w przyszłości.

Bardzo ważną przyczyną przeprowadzenia audytu bezpieczeństwa informatycznego jest połączenie dwóch przedsiębiorstw – kontrola przejmowanego przedsiębiorstwa pozwala inwestorowi na dokładne zapoznanie się z ryzykiem powiązanym z przejmowaną firmą. Audyt bezpieczeństwa jest także powszechnie stosowany podczas nawiązywania współpracy biznesowej między firmami, szczególnie w obszarze outsourcingu z wykorzystaniem systemów IT, dzieje się tak zwłaszcza wtedy, kiedy kooperacja opiera się na wspólnym rynku UE.

Firmy przeprowadzają audyt bezpieczeństwa w związku ze zmianą osób zarządzających i odpowiadających za bezpieczeństwo – jest to doskonała okazja do poznania przez nowego zarządzającego zastanego status quo, co pozwala na lepszą ocenę osiągnięć tego specjalisty po upływie określonego czasu. Innym ważnym powodem przeprowadzenia audytu jest wdrożenie nowego oprogramowania, co umożliwia sprawdzenie, czy system został prawidłowo skonfigurowany i wdrożony oraz czy spełnia wymagania bezpieczeństwa przedsiębiorstwa.

 


 


Powszechną tendencją obserwowaną wśród polskich firm jest decydowanie się na audyt bezpieczeństwa informatycznego w celu uzyskania jednego z certyfikatów poświadczających odpowiedni poziom bezpieczeństwa.

 

Coraz częściej przedsiębiorstwa starają się o certyfikat zgodny z normą ISO 27000. Standard ten stanowi podstawę organizacji procesu zarządzania bezpieczeństwem informacji w firmie. Firma starająca się o taki certyfikat musi zaplanować cykl audytów. Audyt zerowy przeprowadza się w celu wykrycia obszarów, które nie spełniają wymagań normy, a jego wyniki służą do wskazania elementów, które wymagają poprawy. Jeśli firma jest już gotowa na proces certyfikacji, licencjonowana firma przeprowadza audyt certyfikacyjny. Jeśli nie zostaną stwierdzone nieprawidłowości, firma otrzymuje certyfikat. Utrzymanie certyfikatu zgodnego z normą ISO 27000 wymaga przeprowadzania okresowych audytów, mających na celu potwierdzenie tego, że firma w dalszym ciągu spełnia określone wymagania – mówi Mariusz Pawłowski, Partner Zarządzający w firmie Optima Partners. - Uzyskanie takiego certyfikatu ma na celu nie tylko zwiększenie poziomu bezpieczeństwa informatycznego w przedsiębiorstwie, ma także wymiar prestiżowy i wiąże się z wzmocnieniem pozycji firmy w środowisku biznesowym – wyjaśnia Mariusz Pawłowski.

 

Pomimo ogromu zagrożeń polskie firmy zdają się je bagatelizować. Według polskiej edycji badania na temat bezpieczeństwa informacji w Internecie firmy Deloitte i portalu Gazeta.pl z 2009 roku, Polscy przedsiębiorcy oszczędzają na bezpieczeństwie w czasie kryzysu. Można zaobserwować jedynie minimalny wzrost budżetu przeznaczonego na ten cel w obszarze IT, znacznie mniejszy niż w innych sektorach związanych z IT. Dlaczego polscy biznesmeni nie dostrzegają korzyści, jakie płyną z inwestowania w zabezpieczenia, w tym w audyty bezpieczeństwa informatycznego? Być może dlatego, że korzyści te są trudne do oceny w krótkiej perspektywie – wszak dopóki firma nie padnie ofiarą przestępców internetowych lub nieuważnych pracowników, nie jest łatwo oszacować, jakie straty powstaną po zmniejszeniu budżetu przeznaczonego na bezpieczeństwo IT.


Wyciekło ponad 9000 haseł polskich internautów - sprawdź, czy Twoje też!

2010-06-29  |  Źródło : http://bothunters.pl

 

Ostatnio głośno jest o pojawiających się w sieci plikach zawierających ukradzione loginy i hasła do popularnych serwisów, więc dorzucimy także coś od siebie. Właśnie wszedłem w posiadanie świeżego pliku zawierającego prawie 10 000 loginów i haseł do domen firm onet.pl, wp.pl, interia.pl, o2.pl. Niezwłocznie poinformowałem wszystkie firmy z prośbą o weryfikację autentyczności danych. Zobaczymy jak poradzą sobie z problemem.

Statystyki liczby skradzionych haseł:

439 – onet.pl.txt
1332 – interia.pl.txt
2922 – wp.pl.txt
4636 – o2.pl.txt

Co gorsza witryna, na której znalazłem te dane posiada także listy na przykład 3 000 loginów i haseł do kont ssh /część na konto administratora/, ponad 50 kont ftp, ponad 5 000 błędów typu Local File Include, ponad 1 000 witryn z błędem SQL Injection i pliki wynikowe zawierające dane zebrane z trojanów Zeus. Albo ktoś kogoś nie lubi i wystawił wyniki jego zabaw w sieci albo ktoś się zagapił i zapomniał zabezpieczyć katalogów dostępowych do tych danych :]

Szczegóły zostaną ujawnione w późniejszym okresie.

Aktualizacja:

1) W serwisie niebezpiecznik.pl możecie wpisując swój adres mail sprawdzić czy jest na liście skradzionych haseł.

2) Ważne jest nie postrzeganie słowa wyciek jako wycieku z portali. Hasła wyciekły od kogoś kto je zdobył najpewniej wykradając je innej osobie tudzież bezpośrednio od zainfekowanych złośliwym oprogramowaniem systemów użytkowników i wystawił na WWW.

 


Więcej >>


 

Marcin Kalkhoff, Dyrektor Komunikacji Marketingowej w Grupie o2, przesłał następujący komunikat:

(...) Grupa o2 Sp. z o.o. podjęła następujące działania:

  1. Administracyjnie zostały zablokowane konta użytkowników znajdujących się na liście opublikowanej w internecie.

  2. Użytkownicy, których konta zostały zablokowane:



  3. Użytkowników, którzy będą mieli trudność z dostępem do swoich kont pocztowych, zapraszamy do bezpośredniego kontaktu z naszym Biurem Obsługi Klienta (http://kontakt.o2.pl/index.php?dzial=form&mode=form&cate_id=22 bądź telefonicznie pod numerem 022 398-88-88). Nasi konsultanci wytłumaczą, jak należy postąpić, aby odzyskać dostęp do swojego konta.

 

Podobnie na wiadomość o ataku zareagowały też inne portale - Interia.pl i Wirtualna Polska rozpoczęły procedurę blokowania kont użytkowników, których hasła znalazły się na liście skradzionych. Onet.pl podjął bliżej nieokreślone działania zmierzające do ograniczenia skutków ujawnienia tego typu danych (w serwisie Bothunters.pl można zapoznać się z odpowiedziami przedstawicieli poszczególnych serwisów).


To już nie jest Nasza-Klasa - internauci się wycofują

2010-06-29  |  Źródło : wp.pl


 

Internauci wycofują się z Naszej-klasy. Nie chcą oddać najpopularniejszemu serwisowi społecznościowemu w Polsce praw do wszystkich zdjęć, informacji i wpisów, które w nim umieścili - pisze "Gazeta Wyborcza".

Nasza-klasa, najpopularniejszy w Polsce serwis społecznościowy, który przyciągnął ok. 14 mln internautów, zmieniła ostatnio nazwę na Nk.pl. Tym samym portal nakazał użytkownikom zaakceptować nowy regulamin - kto tego nie zrobi, w ciągu 30 dni straci konto.
 

 


Więcej >>


Użytkownicy się buntują. Internautów zirytowało zmuszanie ich do udzielenia zgody spółce na nieodpłatne przetwarzanie danych, w tym wizerunku. M.in. w "celach reklamowych spółki i jej kontrahentów, w ramach serwisu lub poza serwisem". I licencji na praktycznie wszystko, co opublikowali w serwisie - donosi "Gazeta Wyborcza


Jak Microsoft śledzi piratów

2010-06-29  |  Film pochodzi z serwisu Lookr.tv



 

 



Portale społecznosciowe - Czy bezpieczne?

2010-06-08  |  Źródło : wp.tv

 



4 osoby zatrzymane za pornografię dziecięcą

2010-04-30  |  Źródło : PAP

 

94 osoby podejrzewane o rozpowszechnianie w internecie pornografii dziecięcej zatrzymali policjanci podczas akcji pod kryptonimem "Syrena". Dziesięciu z nich postawiono już zarzuty.

Jak powiedział w środę PAP rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski, akcja rozpoczęła się dzięki stołecznym policjantom, którzy analizując przesyłane poprzez internet materiały m.in. z pornografią dziecięcą, ustalili ponad 80 adresów.

"Operacje przeprowadzono w 16 województwach. Policjanci zabezpieczyli 123 komputery i laptopy, 14 twardych dysków i ok. 6 tys. płyt CD i DVD, a także pamięci pendrive i telefony komórkowe" - powiedział rzecznik.

Jak dodał, funkcjonariusze weszli w sumie do 84 domów, mieszkań i firm. Dziesięć zatrzymanych osób usłyszało zarzuty posiadania i rozpowszechniania w interencie pornografii dziecięcej. W pozostałych przypadkach zabezpieczone materiały, dyski przeanalizują biegli. Od ich opinii zależeć będzie, czy i jakie zarzuty usłyszą pozostałe osoby.


Więcej >>


"Część osób tłumaczyła się, że ściągnęła przypadkowe tego typu pliki. Z naszych ustaleń wynika jednak, że +zdarzało się+ to im nawet kilkakrotnie. Niektórzy ściągają też tego typu treści dla żartu lub z ciekawości, nie zdając sobie sprawy, że jest to przestępstwo" - podkreślił Sokołowski.

Jak zaznaczył, osoby, które wejdą przypadkowe w posiadanie plików z pornografią dziecięcą, np. ściągną plik, którego tytuł nie wskazuje na to, że może on zawierać takie treści, powinny jak najszybciej powiadomić o tym policję lub prokuraturę.

To już czwarta tego typu akcja przeprowadzona przez polską policję w tym roku. Pod koniec marca zatrzymano 64 osoby podejrzewane o ściąganie z sieci zdjęć z pornografią dziecięcą. Operacje pod kryptonimem "Charly" zainicjowali policjanci z Luksemburga, namierzając serwer, na którym zgromadzone były tego typu zdjęcia.

W lutym zatrzymano 12 osób, które ściągały i rozpowszechniały w internecie filmy z pornografią dziecięcą, a pod koniec stycznia br. - 120 osób.

W sumie w latach 2007 - 2009 w ręce polskiej policji wpadło ponad tysiąc osób podejrzewanych o posiadanie i rozpowszechnianie pornografii dziecięcej, 299 z nich usłyszało zarzuty.

Jak podkreślają policjanci, w wielu przypadkach postawienie zatrzymanym zarzutów wymaga długotrwałych czasami specjalistycznych ekspertyz i opinii


Powstanie europejska policja internetowa

2010-05-10  |  Źródło : dobreprogamy.pl

Unia Europejska planuje utworzenie Międzynarodowego Centrum Cyberprzestępczości - działającej przy Europolu instytucji, której celem będzie walka z łamaniem prawa w Sieci.

 Agenda ma umożliwić wspólne podejście państw UE do kwestii przestępst popełnianych w Sieci. Podstawowym orężem nowego organu będzie możliwość zarządzania domenami i adresami IP. Ma to pozwolić na skuteczne blokowanie działań cyberprzestępców. Rada ministrów Unii Europejskiej poprosiła już Komisję Europejską o opracowanie planu utworzenia takiej instytucji włącznie ze szczegółowymi wytycznymi celów, zakresu działania i źródeł finansowania.

Podobny organ działa już w Wielkiej Brytanii, gdzie rząd walczy z internetowymi przestępcami wycofując należące do nich nazwy domen. O ile jednak zarządzanie domenami jest logistycznie łatwe do przeprowadzenia, to próba nadzorowania adresów IP może być sporym wyzwaniem dla Międzynarodowego Centrum Cyberprzestępczości. Adresy IP są bowiem w posiadaniu wielu działających niezależnie dostawców łącz i brakuje scentralizowanej bazy, która pozwoliłaby na ich łatwe blokowanie.

Na obecnym poziomie prac nie wiadomo jeszcze, kiedy unijny organ zwalczający przestępstwa w Sieci rozpocznie działanie



Polska największym spamerem

2010-05-10  |  Źródło : dobreprogamy.pl

 

W świetle najnowszej, piętnastej edycji przygotowanego przez firmę Symantec „Raportu o zagrożeniach bezpieczeństwa w Internecie” („Internet Security Threat Report”, ISTR) Polska jest największym

spamerem w Europie. Według wspomnianego raportu, nasz kraj w ubiegłym roku był odpowiedzialny za wysyłkę 10% niechcianych wiadomości w skali regionu EMEA, co przekłada się na 4 procent w skali całego świata. Polska awansowała w tym niechlubnym zestawieniu z 5 miejsca w 2008 roku, wyprzedzając takie kraje jak Turcja (2 miejsce i 9 procent rozsyłanego spamu), Rosja (3 miejsce, 9 procent), Rumunia (4 miejsce, 6 procent), czy Niemcy (5 miejsce, 5 procent). W 2009 roku spam stanowił 88 procent wszystkich wiadomości e-mail odnotowanych przez firmę Symantec.


Więcej >>


Według wspomnianego raportu, nasz kraj w ubiegłym roku był odpowiedzialny za wysyłkę 10% niechcianych wiadomości w skali regionu EMEA, co przekłada się na 4 procent w skali całego świata. Polska awansowała w tym niechlubnym zestawieniu z 5 miejsca w 2008 roku, wyprzedzając takie kraje jak Turcja (2 miejsce i 9 procent rozsyłanego spamu), Rosja (3 miejsce, 9 procent), Rumunia (4 miejsce, 6 procent), czy Niemcy (5 miejsce, 5 procent). W 2009 roku spam stanowił 88 procent wszystkich wiadomości e-mail odnotowanych przez firmę Symantec.

Najwyższą pozycję Polski w tym zestawieniu w raporcie ISTR, można tłumaczyć dużą ilością komputerów zainfekowanych złośliwym oprogramowaniem typu „bot” (12 procent w regionie EMEA i 6 procent w skali świata). Spośród 107 miliardów niechcianych wiadomości wysyłanych codziennie na całym świecie średnio 85 procent jest efektem działalności sieci typu bot. „Raport o zagrożeniach bezpieczeństwa w Internecie” wskazuje na wiele słabych punktów w poziomie zabezpieczeń polskiego Internetu. Poza miejscem "lidera" w klasyfikacji ilości wysyłanego spamu w Europie, Polska znalazła się również na czele pozostałych rankingów dotyczących regionu EMEA: 2 miejsce (11 proc.) wśród krajów, które przechowują największą ilość stron wykorzystywanych do ataków typu „phishing”, 4 miejsce (12 proc.) wśród krajów o największej ilości komputerów-zombie, 4 miejsce (7 proc.) wśród krajów o największej intensywności destrukcyjnej działalności, 9 miejsce (4 proc.) wśród krajów, z których pochodzi największa ilość ataków wymierzanych za pośrednictwem sieci WWW.


Wykorzystują narodową tragedię

2010-04-28  |  Źródło: X-COM

Niejednokrotnie informowaliśmy o tym, że okres świąt czy ważnych wydarzeń na arenie międzynarodowej przyciąga uwagę przestępców, chcących wykorzystać zaistniałe zamieszanie dla własnych korzyści. Niestety podobnie stało się w przypadku jednej z największych tragedii jakich doświadczyła Polska.

Bardzo często wyszukiwanymi obecnie hasłami w Google są te dotyczące przyczyn katastrofy czy też danych technicznych samolotu prezydenckiego. Niestety wśród wyników trafiają się strony, które nie zawierają żadnych informacji o tragedii, lecz infekują komputer użytkownika szkodliwym oprogramowaniem. Poniżej znajduje się przykład strony, która zachęca do wizyty. Nawet filtry Google ostrzegają przed kliknięciem.
Po wejściu na stronę użytkownik zostaje przekierowany na witrynę, gdzie rozpoczyna się pobieranie szkodliwego oprogramowania. Na szczęście strona szybko zostaje rozpoznana jako niosąca zagrożenie.

 

 


Więcej >>


Inne strony nie infekują komputera bezpośrednio. Po odwiedzeniu witryny, na której spodziewamy się odszukać kilku informacji na temat tragedii, naszym oczom ukazuje się komunikat:

Informuje on, że nasz komputer stał się obiektem ataku i zaleca się przeprowadzenie skanowania. Wszystko trwa zaledwie kilka sekund. Nie ma możliwości anulowania tego procesu. Skanowanie jest oczywiście fałszywe i ma zachęcić do kupna fałszywego oprogramowania antywirusowego.
 

Te zagrożenia zostały przygotowane prawdopodobnie przez osoby z zagranicy (wskazują na to angielskie nagłówki stron w wynikach wyszukiwania). Niestety nawet niektórzy Polacy postanowili wykorzystać fakt ogólnonarodowej żałoby i smutku. Powstają strony wyłudzające pieniądze w zamian za umieszczenie wpisu do księgi kondolencyjnej. Autor jednego z nich życzył on sobie trzydziestu złotych za SMS-a z treścią kondolencji, który miał być wydrukowany w księdze umieszczonej przed Pałacem Prezydenckim.
 

 Należy pamiętać, że w najbliższym czasie stron tego typu może powstać jeszcze więcej. Na nasze skrzynki będą prawdopodobnie trafiały także maile zachęcające do kliknięcia odnośnika, pod którym znajdziemy nieznane wcześniej fakty dotyczące katastrofy. Musimy pamiętać, że niestety nawet w tak tragicznych okolicznościach cyberprzestępcy nie przestają myśleć o swoich zyskach...




LOGOWANIE

Nie jesteś zalogowany/ przypomnij hasło

Wyszukiwarka


Pobierz adobe flash player
Pobierz adobe flash player